piątek, 16 stycznia 2015

Apokalipsa we dwoje 10.

- Czy Stella może z nami iść? – Usłyszałam za swoimi plecami przygotowując plecak do wymarszu.
- Kto to Stella kochanie? – Odwróciłam głowę w stronę głosu i ujrzałam dziewczynkę trzymającą w wyciągniętych rękach zabawkę, którą przyniosłam jej z ostatniej wyprawy.  – Oczywiście, że może z nami iść. Ciekawe imię ma Twoja lala.
- Wymyślił je jakiś pan.
- Jaki pan?! – Zerwałam się  przerażona, w głowie miałam już najgorsze myśli. Czy ktoś tu był, z kim ona mogła rozmawiać a może dziewczynka wyszła jednak z domu podczas mojej nieobecności.
- W moim śnie, chodziłam sobie po ulicy i spotkałam miłego pana, który chyba czegoś szukał. Poprosiłam go żeby pomógł mi znaleźć imię dla nowej lalki. – Matylda chyba domyśliła się, że coś jest nie tak bo odpowiedziała w pośpiechu, chcąc mnie uspokoić.
- Ale mnie wystraszyłaś, jak to był tylko sen to dobrze. - Tuż przed wyjściem takie rewelacje jak spotkanie dziewczynki z kimś obcym nie były by mi na rękę. Nie wiem co jej spakować do plecaczka, nie chcę jej dawać nic ciężkiego ale prócz zabawek coś mogłaby nieść.
- Nie chciałam. - Powiedziała cicho pod nosem.
- Wiem, że nie chciałaś. Przez to wszystko co się dzieje jestem strasznie przewrażliwiona. Nie powinnam zmuszać Cię żebyś szła ze mną taki kawał drogi. - Jestem samolubna wiem o tym.
- Nie szkodzi, też chciałbym w końcu wyjść. - Widziałam już nie raz jak doskwiera jej siedzenie w domu, jest w końcu dzieckiem.
- Dobrze wiesz, że to nie jest krótki spacer i prawdopodobnie już tu nie wrócimy. - Nie mogę jej okłamywać, czuję że muszę być z nią całkiem szczera.
- Tu i tak już nic nie ma. Domyślam się, że rodzice już nie wrócą. - Lepiej ukrywa swoje uczucia niż mogłabym się tego spodziewać.
- Chodź do mnie. - Przytuliłam ją i łzy same zaczęły mi lecieć. Dziewczynka też płakała, przez ten czas, który minął odkąd zostałyśmy same nie było takich chwil. Matylda była dzielna, nie wiem czy w jej wieku potrafiłabym się tak zachować.
 Skończyłyśmy pakować plecaki i po skromnej kolacji położyłyśmy się spać. Miałyśmy do planowanego wyjścia ponad sześć godzin a nawet jak trochę je opóźnimy to nic się nie stanie. Zasnęłam dość szybko a sen był spokojny. Siedziałam z Matyldą na plaży, słońce przyjemnie grzało a fale były muzyką dla moich uszu. Dziewczynka budowała coś z piasku a ja przyglądałam się morzu. Czułam się tam najbezpieczniej na świecie, nic ani nikt nie mógł tego zmienić. Nie widziałam go ale czułam jego obecność, wiedziałam że jest gdzieś blisko i niedługo do nas dołączy. Nie potrzebowałam niczego więcej, razem we troje mogliśmy stworzyć rodzinę i żyć, może miasto nie jest najlepszym miejscem bo na pewno są inni, którym udało się ocaleć z tego piekła ale to nie było dla mnie zmartwieniem w tym śnie. Już bym chciała mieć to wszystko za sobą i poczuć się jak w tym śnie. Uda nam się, prawda kochanie?

1 komentarz:

  1. Aż zżera mnie ciekawość co dalej.Czekam na dalsze części książki.

    OdpowiedzUsuń