Chciałabym spać tak jak Matylda. Przed tym wszystkim miałam problemy ze snem a co dopiero teraz, budzi mnie najmniejszy szelest i każdego dnia niemal jestem półprzytomna idąc dalej. Gdybym wiedziała skąd biorę jeszcze siły to poprosiłabym o więcej, aby każdej nocy być bardziej czujną i wytrwałą w marszu. Czasem jak tak na nią patrzę to wydaje mi się, że można jeszcze w tym chaosie odnaleźć normalność, Pomimo tego wszystkie ona dalej nosi w ręku Stelle, rozmawia z nią o swoich dziecięcych sprawach. Marze o tym żeby poczuć się tak beztrosko, odszukać w sobie to wszystko co było kiedyś. Może to wszystko wróci, chociaż w mały procencie kiedy wszyscy we troje dotrzemy do mety. Znów będę mogła z nim usiąść, rozmawiać, droczyć się i na końcu przytulić się jak ostatniego wieczora kiedy się widzieliśmy. Siedzieliśmy na podłodze dyskutując na wiele tematów, nie wiem czemu powiedziałam:
-Musiałbyś być chory psychicznie żeby mnie kochać.
-Jestem chory psychicznie.- Odparł ze spokojem patrząc mi w oczy.
Nie byłam nigdy fanką komedii romantycznych ale kilka w swoim życiu widziałam, poczułam się po jego słowach właśnie jakbym była główną bohaterką w takim filmie. To było najpiękniejsze "Kocham Cię" jakie mogłam kiedykolwiek usłyszeć od mężczyzny, pełne niewinności i bez zbędnej otoczki, która towarzyszy takim sytuacją. Nie było ani deszczu, który by na nas padał, brakowało piosenki o miłości, czerwonych róż czy spadających gwiazd. Była podłoga i my dwoje.
Teraz zamiast komedii romantycznej mam horror, do końca nie wiem czy jesteśmy w niej głównymi bohaterami i jak w hollywoodzkich produkcjach czeka nas happy end, czy tylko statystami, którzy zginą niezauważeni w czasie trwania filmu.
Nasz apokalipsa to podróż dwóch osób chcących odnaleźć się w całkowicie zniszczonym świecie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 6 sierpnia 2015
środa, 25 lutego 2015
Apokalipsa we dwoje 11.
Pierwszy postój zaplanowałem pod Tczewem lub
jakby udało mi się utrzymać dobre tempo to poszukałbym schronienia w
mieście. Marsz nie był tak uciążliwy jak myślałem, plecak nie był za
ciężki, buty wygodne a pogoda tej nocy dopisała. Bezchmurne
nocne niebo było pełne gwiazd, odkąd światła w miastach całkiem zgasły
niebo po zmroku odzyskiwało swój pierwotny wygląd niezakłócony niczym.
Kilka razy miałem okazję ujrzeć taki widok, czy to na plaży nad otwartym
morzem czy to w górach. Szedłem drogą mimo,
że byłem na widoku, nie chciałem na początku marszu nadkładać sobie
drogi. Musiałem ryzykować, inaczej moja podróż trwałaby o wiele za
długo.
W Pruszczu Gdańskim zrobiłem sobie półgodzinny
postój. Wcześniej byłem tu tylko trzy razy i nie znałem za bardzo
okolicy. Miasto nie było bardzo zniszczone ale wiele budynków mimo, że
nadal stało miało wyraźne ślady pożarów. Na ulicach
widać było, że i tu wydarzyło się to samo co w Gdańsku i pewnie
większości miast i miejscowości na świecie. Wyraźną różnicą między
obydwoma miejscami był brak zwłok na ulicach. Ludzie szukali schronienia
tam gdzie tam było wojsko, które nie mogło zapewnić
ochrony w każdym miejscu i mieszkańcy takich miast to musieli albo
radzić sobie samemu albo przenieść się tam gdzie mieli militarne
wsparcie.
Nie wiem co mnie będzie czekać dalej, w jakim
stanie zastanę kolejne miasta, czy wisie ominęło to wszystko i czy
napotkam kogokolwiek. Zastanawiam się czasem co zrobili ludzie tacy jak
ja. Kto chowa się jeszcze w miastach, a kto wybrał
wędrówkę a jakieś miejsca, którą mogą dać jakąkolwiek nadzieję, na
przetrwanie cywilizacji. Może w jakimś rejonach utworzyły się większe
lub mniejsze społeczności, które starają się odbudować chociaż w ułamku
to co było.
- Dlaczego w ogóle ze mną rozmawiasz? – Zapytałem głos, który od kilku godzin siedział cicho.
- Bo potrzebujesz bodźca, który wyciągnie z
ciebie to co skrywasz bardzo głęboko w umyśle. To ja powoduję, że mówisz
nie zastanawiając się nad słowami, nie analizujesz tego czy mnie
urazisz. Jestem częścią ciebie i jeżeli już tu jestem
to tylko po to żeby Cię motywować. Czasem te metody mogą Ci się wydawać
drastyczne ale muszę robić to tak żeby jak najlepiej do Ciebie dotrzeć.
– Nie sądziłem, że tak się nad tym rozwinie, spodziewałem się znów
sarkazmu i uszczypliwych komentarzy.
- Czyli mówisz, że gdybyś od początku był jak
Mistrz Yoda czy inny mędrzec to bym Ciebie nie posłuchał? – W sumie to
ma sens co on mówi.
- Tak, ty potrzebujesz kopa a nie ciepłych
słówek. Gdybym głaskał Cię po głowie to byś pewnie zachłysnął się tym
wszystkim uznając to za słodzenie ci. Masz do przejścia ponad tysiąc
kilometrów i nie możesz rozpraszać się myśląc o jakiś
rzeczach, które będą powodować gorszy nastrój. Lepiej jak ja cię
zdenerwuję i w taki sposób popchnę dalej niż miałbyś usiąść i czekać na
nie wiadomo co. Pamiętaj, że to ty mnie stworzyłeś i tylko ty będziesz
mógł sprawić, że zniknę. – Wcześniej myślałem, że
on jest tylko po to żebym bardziej nie zwariował od samotności ale
teraz zdaję sobie sprawę z tego, że on jest bardziej przydatny.
- Przeraża mnie ta droga. – Tylko tyle mogłem z siebie wydusić.
- Wiem o tym i Ci się nie dziwie. Zrobiłeś
pierwszy postój a już ci się bierze na niepotrzebne rozmyślania. Zjedz,
odpocznij i nie myśl o tym wszystkim tylko bierz dupę w troki i idziemy
dalej. Jesteś bliski osiągnięcia wyznaczonego celi
na dziś. Nikt nie wie czy później będzie łatwiej. – Wiedział co mówi,
wydaję mi się, że od teraz nasze relacje diametralnie się zmienią.
- Już czas iść dalej. – Powiedziałem wstając.
Głos nic nie odpowiedział siedział w mojej głowie i doskonale wiedział,
że nie jestem teraz skory do rozmów. Zero niepotrzebnego myślenia, czeka
mnie dziś jeszcze znalezienie bezpiecznego miejsca
do spania.
Idąc nie myślałem za dużo o przeszłości i
przyszłości, próbowałem skupić się na drodze i wypatrywałem
niebezpieczeństw, które mogły na mnie czyhać w okolicy.To wszystko dopiero się zaczyna a ja robię krok za krokiem i każdy kolejny przybliża mnie do celu.
piątek, 16 stycznia 2015
Apokalipsa we dwoje 10.
- Czy Stella może z nami iść? – Usłyszałam za swoimi plecami przygotowując plecak do wymarszu.
- Kto to Stella kochanie? – Odwróciłam głowę w
stronę głosu i ujrzałam dziewczynkę trzymającą w wyciągniętych rękach
zabawkę, którą przyniosłam jej z ostatniej wyprawy. – Oczywiście, że
może z nami iść. Ciekawe imię ma Twoja lala.
- Wymyślił je jakiś pan.
- Jaki pan?! – Zerwałam się przerażona, w
głowie miałam już najgorsze myśli. Czy ktoś tu był, z kim ona mogła
rozmawiać a może dziewczynka wyszła jednak z domu podczas mojej
nieobecności.
- W moim śnie, chodziłam sobie po ulicy i
spotkałam miłego pana, który chyba czegoś szukał. Poprosiłam go żeby
pomógł mi znaleźć imię dla nowej lalki. – Matylda chyba domyśliła się,
że coś jest nie tak bo odpowiedziała w pośpiechu, chcąc
mnie uspokoić.
- Ale mnie wystraszyłaś, jak to był tylko sen to dobrze. - Tuż przed wyjściem takie rewelacje jak spotkanie dziewczynki z kimś obcym nie były by mi na rękę. Nie wiem co jej spakować do plecaczka, nie chcę jej dawać nic ciężkiego ale prócz zabawek coś mogłaby nieść.
- Nie chciałam. - Powiedziała cicho pod nosem.
- Wiem, że nie chciałaś. Przez to wszystko co się dzieje jestem strasznie przewrażliwiona. Nie powinnam zmuszać Cię żebyś szła ze mną taki kawał drogi. - Jestem samolubna wiem o tym.
- Nie szkodzi, też chciałbym w końcu wyjść. - Widziałam już nie raz jak doskwiera jej siedzenie w domu, jest w końcu dzieckiem.
- Dobrze wiesz, że to nie jest krótki spacer i prawdopodobnie już tu nie wrócimy. - Nie mogę jej okłamywać, czuję że muszę być z nią całkiem szczera.
- Tu i tak już nic nie ma. Domyślam się, że rodzice już nie wrócą. - Lepiej ukrywa swoje uczucia niż mogłabym się tego spodziewać.
- Chodź do mnie. - Przytuliłam ją i łzy same zaczęły mi lecieć. Dziewczynka też płakała, przez ten czas, który minął odkąd zostałyśmy same nie było takich chwil. Matylda była dzielna, nie wiem czy w jej wieku potrafiłabym się tak zachować.
Skończyłyśmy pakować plecaki i po skromnej kolacji położyłyśmy się spać. Miałyśmy do planowanego wyjścia ponad sześć godzin a nawet jak trochę je opóźnimy to nic się nie stanie. Zasnęłam dość szybko a sen był spokojny. Siedziałam z Matyldą na plaży, słońce przyjemnie grzało a fale były muzyką dla moich uszu. Dziewczynka budowała coś z piasku a ja przyglądałam się morzu. Czułam się tam najbezpieczniej na świecie, nic ani nikt nie mógł tego zmienić. Nie widziałam go ale czułam jego obecność, wiedziałam że jest gdzieś blisko i niedługo do nas dołączy. Nie potrzebowałam niczego więcej, razem we troje mogliśmy stworzyć rodzinę i żyć, może miasto nie jest najlepszym miejscem bo na pewno są inni, którym udało się ocaleć z tego piekła ale to nie było dla mnie zmartwieniem w tym śnie. Już bym chciała mieć to wszystko za sobą i poczuć się jak w tym śnie. Uda nam się, prawda kochanie?
Skończyłyśmy pakować plecaki i po skromnej kolacji położyłyśmy się spać. Miałyśmy do planowanego wyjścia ponad sześć godzin a nawet jak trochę je opóźnimy to nic się nie stanie. Zasnęłam dość szybko a sen był spokojny. Siedziałam z Matyldą na plaży, słońce przyjemnie grzało a fale były muzyką dla moich uszu. Dziewczynka budowała coś z piasku a ja przyglądałam się morzu. Czułam się tam najbezpieczniej na świecie, nic ani nikt nie mógł tego zmienić. Nie widziałam go ale czułam jego obecność, wiedziałam że jest gdzieś blisko i niedługo do nas dołączy. Nie potrzebowałam niczego więcej, razem we troje mogliśmy stworzyć rodzinę i żyć, może miasto nie jest najlepszym miejscem bo na pewno są inni, którym udało się ocaleć z tego piekła ale to nie było dla mnie zmartwieniem w tym śnie. Już bym chciała mieć to wszystko za sobą i poczuć się jak w tym śnie. Uda nam się, prawda kochanie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)