niedziela, 4 stycznia 2015

Apokalipsa we dwoje 4.

- Wychodzisz? - Słyszę za swoimi plecami cichy głos Matyldy.
- Tak, muszę zdobyć kilka rzeczy. Niedługo wyruszamy a brakuję nam jeszcze sporo rzeczy. - Zawiązałam buty, jeszcze kurtka i będę gotowa. - Wiem, że nie lubisz zostawać sama ale pamiętasz nasze ustalenia?
- Tak, mam siedzieć w pokoju i czekać na Twój powrót. Czego będziesz szukać? - Pyta, siadając obok mnie na łóżku.
- Potrzebujemy nowych śpiworów, więcej żywności, Tobie przyda się nowa kurtka przeciwdeszczowa i chciałabym znaleźć jakąś broń. - Nawet na nią nie patrze chociaż wiem, że ona wpatruję się we mnie cały czas. Nie lubię zostawiać jej samej, ciągle mam czarne myśli, że coś się jej może stać ale staram się walczyć z tym myśląc, że to mądra dziewczynka i nie zrobi nic głupiego. Muszę się skupić na dzisiejszym zadaniu, przed całym zamieszaniem wszystko było łatwo dostępne i wystarczyło pójść do odpowiedniego sklepu, wybrać co nam się podobało i zapłacić przy kasie. Teraz nie mam pojęcia co i gdzie mogę znaleźć, ludzie dostawali szału i kupowali niemal wszystko w pierwszych dniach upadku, później doszły również kradzieże i zdobywanie tego co było komuś potrzebne. Mimo, że mam za sobą już kilka eskapad to zawsze boję się, że nie będę mogła wrócić do Matyldy i dotrzeć do tego miejsca, w którym będzie On.
- Postaram się wrócić jak najszybciej, obym znalazła wszystko. - Pocałowałam dziewczynkę w czoło i wyszłam.
 Jest cieplej niż mogło by się wydawać, jest prawie koniec marca a temperatura mimo godziny drugiej w nocy jest na pewno powyżej dziesięciu stopni. Do centrum zawszę wybieram taką samą trasę, latarnie od dawna nie świecą więc spokojnie mogę iść małymi podmiejskimi uliczkami. Słyszę tylko swoje kroki i przyśpieszony oddech. Muszę narzucić spore tempo jak chce się wyrobić przed świtem. Prawie półtorej godziny zajmuję mi dojście do centrum, oby półgodziny góra godzina zajęły mi poszukiwania wszystkiego co chcę znaleźć bo powrót bez pomocnego mroku może być trudna. Nie wiem czy ktoś w ogóle został w tej okolicy ale jeżeli nam się udało to jestem przekonana, że komuś innemu też. Niektórzy widząc mnie mogli by pomyśleć, że idzie paranoiczka, która rozgląda się na wszystkie strony, pewnie by tak było kiedyś ale teraz to ja bym wolała żeby nikt mnie nie widział. Może to tylko przewrażliwienie po wszystkich filmach post-apokaliptycznych jakie kiedyś widziałam i ludzie w takiej sytuacji jaką mamy obecnie będą zachowywać się przyjaźnie. Jednak wolę się o tym nie przekonywać. Chcę jedynie zdobyć co trzeba i wrócić do Matyldy.
 Czasami zdaję mi się, że widzę światła w oknach, niekiedy odblask telewizora lub postać przyglądającą się mi. W takich chwilach biegnę aż nie uznam, że mogę zwolnić i po prostu iść. Spotkanie kogokolwiek było by chyba żywcem wyjęte z horroru, nie oglądałam ich kiedyś i nie zamierzam sprawdzać na własnej skórze jak będę się czuć w takiej sytuacji. Muszę oczyścić umysł i skupić się na celu jaki mam obrany. To daje mi siły aby pokonywać kolejne metry to oraz myśl, że w domu czeka na mnie Matylda. Choćbym nie wiem co nie dopuszczę do sytuacji, w której musiałaby zostać całkiem sama, nie chcę się nawet zastanawiać czy dałaby radę przeżyć. I tak mam wyrzuty sumienia, że chce ją ciągnąć w tak długa podróż.
 Jeszcze kilka minut i będę w centrum. Zapomniałam całkowicie gdzie jest sklep ze sprzętem turystycznym a niby byłam tak dobrze przygotowana, znajdę go a obawiam się bardziej czy znajdę w nim to po co idę. Wiem już, był koło sklepu zabawkowego, jak starczy mi czasu może znajdę coś dla małej na poprawę humoru. Dodam do listy ale najpierw muszę zdobyć rzeczy niezbędne, później przyjdzie czas na przyjemniejsze poszukiwania. Dobrze, że to nie święta bo bym pewnie długo szukała czegoś co mogło by się jej spodobać. Po cichu czas zacząć "zakupy".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz