wtorek, 6 stycznia 2015

Apokalipsa we dwoje 5.

 - Wiesz, czasami się zastanawiam co by było gdyby jednak Putin nie zwariował. - Głos wybrał jak zawsze najbardziej ulubioną porę na swoje rozmyślania.
- Proszę Cię, rozmyślaj sobie o tym po cichu i daj mi spać. - Jestem jeszcze na tyle spokojny, że nie unoszę tonu.
- Ciebie też to ciekawi. Przyznaj się, na pewno chciałbyś to wiedzieć. - Nie daje za wygraną. Wiem, że muszę się wysypiać ale i tak za każdym razem gdy się kładę on wymyśla nowe tematy, którymi mógłby mnie zamęczać.
- Daj już sobie spokój, musisz to robić? Nie mam ochoty wdawać się z Tobą w dyskusje, chce zasnąć. Ty nie musisz odpoczywać, możesz nadawać dzień i noc. Zaszyj się gdzieś głęboko w mojej głowie i tam sobie rozmyślaj o czym chcesz żebym Cie nie słyszał. - Już jestem lekko poirytowany a znając głos to pewnie dalej będzie ciągnął swoje wywody.
- Zawsze jesteś taki oporny na rozmowy na poważne tematy. Ja chcę Ci trochę urozmaicić te szare dni a Ty swoje. - Tak, taktyka na biedny głos w głowie, który nie ma przyjaciół to jego ulubiona.
- Rozmawiamy przecież jak nie śpię lub nie staram się zasnąć. Chciałbyś pewnie żebym poświęcał Ci cały swój czas, najlepiej pewnie by było jakbym nie wyruszył w planowaną podróż? - Pytam, zamykam oczy i staram się już go nie słuchać.
- Obaj dobrze wiemy, że jeżeli ją spotkasz to ja Ci już nie będę potrzebny, przecież jestem tylko Twoim mechanizmem obronnym na zbyt długa samotność. Twój umysł mnie stworzył więc do niego mniej pretensje nie do mnie. - Czuję, że zaraz się obrazi i będzie milczał aż znów będzie chciał mi podokuczać.
- Czasami mam wątpliwości jakobym mógł stworzyć coś tak irytującego jak Ty, tak wygadanego i pewnego siebie. Może ja mam w mózgu jakiegoś pasożyta, który właśnie wgryza się w jego część odpowiedzialną za takie rzeczy i tworzy Ciebie. - Głos, tak jak myślałem już się nie odezwał a ja w spokoju mogłem starać się zasnąć.
 Stoję na nieznanej mi ulicy otoczony kamienicami. Wiatr z powybijanych okien stara się wyrwać postrzępione firanki. to dziwne ale wszystkie ulicę na których bylem walało się pełno śmieci, stały samochody zdemolowane w większym lub mniejszym stopniu, tu było jednak inaczej. Nie widziałem żeby cokolwiek leżało na ziemi, nie było czuć charakterystycznego zapachu, który jest teraz nieodłącznym elementem krajobrazu. Idę przed siebie chociaż nie wiem gdzie jestem ani w jakie miejsce miałbym się udać, mam jedynie wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Rozglądam się po najbliższych budynkach ale nie dostrzegam żadnego ruchu. Skręcam w prawo i na końcu długiej ulicy widzę postać małej dziewczynki odwróconej do mnie plecami. Mimo tej scenerii nie czuję się zaniepokojony spokojnym krokiem podchodzę do małej i mówię, przyjaźnie:
- Cześć.
- Cześć, zobacz jaką mam piękną nową lalkę. Pomożesz mi wybrać dla niej imię? - Dziwne, że mówi do mnie jakby mnie znała. W wyciągniętych rączkach pokazuję mi zupełnie nową lalkę Barbie, która nie pasuję do zabrudzonego stroju dziewczynki.
- Rzeczywiście, ładna lala. Co powiesz na imię Ola? Wydaje mi się, że to dobre imię. - Nic innego nie przychodziło mi do głowy.
- Nie podoba mi się. Oznajmia z typowym dla dziecka niezadowoleniem, które często można było zobaczyć okazywane w stosunku do dorosłych.
- Słaby jestem w wymyślaniu imion. Co powiesz na Stella? - Już nic więcej nie wymyślę. Teraz mógłby odezwać się wszystkowiedzący Głos.
- To bardzo ładne imię niech zostanie. Muszę już iść bo ciocia będzie się niepokoić a mamy niedługo iść na spacer. - Szybko zmienił się jej wyraz twarzy, na którym zagościł teraz szeroki uśmiech. Odwróciła się na podskakując zniknęła w najbliższych drzwiach.
- Jednak sobie poradziłeś. Nieźle, zważywszy na fakt, że to sen. - Beznamiętnie oznajmił Głos. Przebudziłem się, przewróciłem się na drugi bok i znów usnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz