Czasami trzeba iść dalej żeby znaleźć to czego
się szuka. Gdybym zadowoliła się pozostałościami sprzętu turystycznego,
który został w sklepie musiałabym wrócić do domu z niemal pustymi
rękoma. Prawie każdy sklep posiada magazyn, ten też
taki ma i widać, że ludzie robiący tutaj „zakupy” a’la koniec świata
brali to co było na półkach i wieszakach i to w dużym pośpiechu.
Pomieszczenie magazynowe jest o połowę mniejsze od sklepu i zostało
podzielone na działy. Na pólkach widać braki ale asortymentu
jest tutaj o wiele więcej niż w części głównej. Całe szczęście, że tej
nocy niebo jest bezchmurne i księżyc daje wystarczająco dużo światła
wpadając przez okna na dachu. Śpiwory wiszą na samym początku, do wyboru
do koloru nawet dziecięce. Jedną pozycje z
listy mogę odhaczyć teraz ta nieszczęsna kurtka, w przeszłości raczej
mało spotykane były dziewczęce kurtki w ciemnych kolorach, tak jak
myślałam tu jest podobnie same różowe, czerwone, żółte i białe. Jest!
Może najpiękniejsza nie jest ale rozmiar powinien
się zgadzać, wygląda na ciepłą. Druga pozycja z listy ląduje w plecaku.
Rozglądając się po magazynie zauważyłam pudła,
na których widniały trzy litery MRE, zrywam taśmę klejącą i zaglądam do
środka. Nigdy nie lubiłam chodzenia po sklepach, wolałam iść po
konkretną, wcześniej upatrzoną rzecz, zorientowałam
się co jest w środku kartonów i poczułam się jakbym dostała najbardziej
upragniony prezent pod choinkę, Mniejsze paczki, które znajdowały się w
środku okazały się militarnymi racjami żywności. Jest ich zdecydowanie
za dużo żeby zabrać wszystkie ale upcham
w plecaku jak najwięcej. Mam z głowy wyprawę po jedzenie. Niestety
żadnej broni tu nie ma, może innym razem poszczęści mi się bardziej.
Popatrzyłam pobieżnie czy
nie ma czegoś co mogłoby się nam przydać i kiedy odwróciłam się do
wyjścia usłyszałam wyraźne odgłosy biegu na zewnątrz. Przy takiej ciszy
jaka obecnie panuje każdy dźwięk słychać z dużo większej
odległości. Skoczyłam za najbliższą półkę i patrzyłam na wejście z
sercem walącym mi tak szybko jak nigdy wcześniej. Z każdą sekundą dźwięk
był wyraźniejszy i jego źródło zbliżało się z dużą prędkością. Postać
przebiegła tak szybko, że nie zdążyłam się jej
dobrze przyjrzeć noc nie pomagała. To mój pierwszy kontakt z
człowiekiem od… no właśnie od kiedy? – Pytam sama siebie, tracę pomału
rachubę czasu. Staram sobie przypomnieć jaki jest dzień tygodnia ale nie
mogę, to dziwne, że właśnie przed moim nosem biegło
potencjalne zagorzenie a ja zastanawiam się czy dziś poniedziałek czy
noże czwartek. Mam jeszcze czas do świtu więc usiądę na chwilę i
przeczekam aby ten kto tak szybko biegł oddalił się. Oby tylko on przed
kimś lub przed czymś nie uciekał bo to oznacza, że
jeszcze może mi dziś serce bić szybciej.
Dwadzieścia minut wystarczy, skocze szybko obok po jakaś lakę i będę jak najszybciej przemieszczać się w stronę domu. Tak jak przypuszczałam, w sklepie z zabawkami był nieporządek ale wyglądało na to, że większość asortymentu było ciągle na miejscu. Potruchtałam do alejki z lalkami Barbie, wybór oczywiście był bardzo duży zarówno na półkach jak i wśród leżących na ziemi pudełek. Nie mając zbyt dużo czasu złapałam dwa przypadkowe, w mroku i tak nie różniły się zbytnio więc zapakowałam do plecaka jedno pudełko, w którym znajdowała się lalka z długimi ciemnymi włosami. Wracając do wyjścia zauważyłam stojak z dodatkami, zabrałam dwa, schowałam, założyłam plecak i ruszyłam do wyjścia. Przy samych drzwiach leżał przewrócony kosz z którego wysypały się pluszaki, w oczy rzuciło mi się słoneczko. Podniosłam je i nie oglądając włożyłam pod kurtkę, zapięłam zamek i przystanęłam przy wyjściu nasłuchując i rozglądając się po ulicy. Czas ruszać pomyślałam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu.
Jeszcze nigdy w takim tempie nie pokonałam tej trasy, pod koniec ciężko było mi już łapać powietrze. Całą drogę znów się rozglądałam i przystawałam na chwilę słuchając czy coś się nie kryję w najbliższym otoczeniu. Zaczynało świtać kiedy zamykałam za sobą drzwi od domu. Poszłam do góry, Matylda spała a ja zbyt zmęczona na rozpakowywanie całego plecaka wyciągnęłam tylko lalkę, rozpakowałam ją i położyłam obok dziewczynki. Przebrałam się szybko, kładąc się pocałowałam małą w czoło i powiedziałam:
- Cześć Piękna, już jestem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz