czwartek, 8 stycznia 2015

Apokalipsa we dwoje 6.

Czasami trzeba iść dalej żeby znaleźć to czego się szuka. Gdybym zadowoliła się pozostałościami sprzętu turystycznego, który został w sklepie musiałabym wrócić do domu z niemal pustymi rękoma. Prawie każdy sklep posiada magazyn, ten też taki ma i widać, że ludzie robiący tutaj „zakupy” a’la koniec świata brali to co było na półkach i wieszakach i to w dużym pośpiechu. Pomieszczenie magazynowe jest o połowę mniejsze od sklepu i zostało podzielone na działy. Na pólkach widać braki ale asortymentu jest tutaj o wiele więcej niż w części głównej. Całe szczęście, że tej nocy niebo jest bezchmurne i księżyc daje wystarczająco dużo światła wpadając przez okna na dachu. Śpiwory wiszą na samym początku, do wyboru do koloru nawet dziecięce. Jedną pozycje z listy mogę odhaczyć teraz ta nieszczęsna kurtka, w przeszłości raczej mało spotykane były dziewczęce kurtki w ciemnych kolorach, tak jak myślałam tu jest podobnie same różowe, czerwone, żółte i białe. Jest! Może najpiękniejsza nie jest ale rozmiar powinien się zgadzać, wygląda na ciepłą. Druga pozycja z listy ląduje w plecaku.
 Rozglądając się po magazynie zauważyłam pudła, na których widniały trzy litery MRE, zrywam taśmę klejącą i zaglądam do środka. Nigdy nie lubiłam chodzenia po sklepach, wolałam iść  po konkretną, wcześniej upatrzoną rzecz, zorientowałam się co jest w środku kartonów i poczułam się jakbym dostała najbardziej upragniony prezent pod choinkę, Mniejsze paczki, które znajdowały się w środku okazały się militarnymi racjami żywności. Jest ich zdecydowanie za dużo żeby zabrać wszystkie ale upcham w plecaku jak najwięcej. Mam z głowy wyprawę po jedzenie. Niestety żadnej broni tu nie ma, może innym razem poszczęści mi się bardziej.
 Popatrzyłam pobieżnie czy nie ma czegoś co mogłoby się nam przydać i kiedy odwróciłam się do wyjścia usłyszałam wyraźne odgłosy biegu na zewnątrz. Przy takiej ciszy jaka obecnie panuje każdy dźwięk słychać z dużo większej odległości. Skoczyłam za najbliższą półkę i patrzyłam na wejście z sercem walącym mi tak szybko jak nigdy wcześniej. Z każdą sekundą dźwięk był wyraźniejszy i jego źródło zbliżało się z dużą prędkością. Postać przebiegła tak szybko, że nie zdążyłam się jej dobrze przyjrzeć noc nie pomagała. To mój pierwszy kontakt z człowiekiem od… no właśnie od kiedy? – Pytam sama siebie, tracę pomału rachubę czasu. Staram sobie przypomnieć jaki jest dzień tygodnia ale nie mogę, to dziwne, że właśnie przed moim nosem biegło potencjalne zagorzenie a ja zastanawiam się czy dziś poniedziałek czy noże czwartek. Mam jeszcze czas do świtu więc usiądę na chwilę i przeczekam aby ten kto tak szybko biegł oddalił się. Oby tylko on przed kimś lub przed czymś nie uciekał bo to oznacza, że jeszcze może mi dziś serce bić szybciej.
 Dwadzieścia minut wystarczy, skocze szybko obok po jakaś lakę i będę jak najszybciej przemieszczać się w stronę domu. Tak jak przypuszczałam, w sklepie z zabawkami był nieporządek ale wyglądało na to, że większość asortymentu było ciągle na miejscu. Potruchtałam do alejki z lalkami Barbie, wybór oczywiście był bardzo duży zarówno na półkach jak i wśród leżących na ziemi pudełek. Nie mając zbyt dużo czasu złapałam dwa przypadkowe, w mroku i tak nie różniły się zbytnio więc zapakowałam do plecaka jedno pudełko, w którym znajdowała się lalka z długimi ciemnymi włosami. Wracając do wyjścia zauważyłam stojak z dodatkami, zabrałam dwa, schowałam, założyłam plecak i ruszyłam do wyjścia. Przy samych drzwiach leżał przewrócony kosz z którego wysypały się pluszaki, w oczy rzuciło mi się słoneczko. Podniosłam je i nie oglądając włożyłam pod kurtkę, zapięłam zamek i przystanęłam przy wyjściu nasłuchując i rozglądając się po ulicy. Czas ruszać pomyślałam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu.
 Jeszcze nigdy w takim tempie nie pokonałam tej trasy, pod koniec ciężko było mi już łapać powietrze. Całą drogę znów się rozglądałam i przystawałam na chwilę słuchając czy coś się nie kryję w najbliższym otoczeniu. Zaczynało świtać kiedy zamykałam za sobą drzwi od domu. Poszłam do góry, Matylda spała a ja zbyt zmęczona na rozpakowywanie całego plecaka wyciągnęłam tylko lalkę, rozpakowałam ją i położyłam obok dziewczynki. Przebrałam się szybko, kładąc się pocałowałam małą w czoło i powiedziałam:
- Cześć Piękna, już jestem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz