Nie mogę uwierzyć, że o zmroku wyruszam w najdłuższą, najniebezpieczniejszą i najbardziej ekscytującą podróż w moim życiu. Powinienem spać i zbierać siły ale sen nie chce przyjść. Głos milczy, może czeka żeby przed samym wyjściem zaatakować jakimś niewybrednym komentarzem, sam nie wiem. Ostatnie noce to ciągłe wyprawy po zapasy, kiedy wracałem z jednej przypominało mi się, że czegoś ciągle mi brakuję. Wracając o świcie byłem pewny, że mam już wszystko, tylko zastanawiałem się czy potrzebny mi będzie namiot, w końcu zrezygnowałem z niego twierdząc, że jest on nieporęczny, za każdym razem musiałbym tracić czas na szukanie dobrego, mało widocznego miejsca gdzie mógłbym go rozstawić. Śpiwór i ochrona przed wiatrem i deszczem to musi mi wystarczyć. Z moich obliczeń wynika, że żywności powinno mi wystarczyć na około dwa tygodnie, oczywiście musiałem brać pod uwagę ciężar mojego plecaka.
Wybór rzeczy mi niezbędnych był dość trudny, nad każdą zastanawiałem się po kilka minut. Nie mogę sobie pozwolić na zbytne przeciążenie patrząc na to ile kilometrów dziennie chce robić. Dobrze, że z ubraniami nie miałem aż takiego problemu, ważne żeby mieć coś suchego na przebranie, płaszcz przeciwdeszczowy zdobyłem podczas ostatniego wyjścia, szkoda tylko, że nie udało mi się znaleźć baterii przez ostatnie kilka dni, latarka jeszcze świeci ale ile wytrzyma zasilanie to nie wiem.
- Teraz to się martwisz o światło latarki, a zawszę jak Ci mówię, że masz ją zapalić to kręcisz nosem, bo ktoś Cię zobaczy albo jakieś potwory zjedzą Cie na podwieczorek. - No i wykrakałem, Głos odezwał się wyjątkowo poirytowany.
- Pomyliły Ci się bajki, tu nie ma potworów. Zresztą musisz być zawsze taki niemiły? Czy Ty kiedykolwiek chciałeś ze mną normalnie porozmawiać czy siedzisz w mojej głowie tylko po to żeby mnie denerwować? - Czasami wydaje mi się, że jedyny sposób na uciszenie go to strzał w głowę.
- Wybacz, że nie skaczę z radości ale ubzdurałeś sobie, że jakaś panna będzie na Ciebie czekać w miejscu oddalonym o ponad tysiąc kilometrów. Może jestem tylko głosem w Twojej głowie ale chciałbym tu jeszcze trochę posiedzieć. - Wiedziałem, że nie popiera mojej decyzji o podróży ale zaczyna przesadzać, może sobie myśli, że jak będzie dramatyzował to mnie przekona do pozostania.
- To teraz nagle jesteś moim głosem rozsądku? Ile razy mam Ci powtarzać, że obojętnie czego byś nie powiedział i tak o zmroku wychodzę. Dlaczego siedzisz cicho za każdym razem kiedy ją wspominam, może podobają Ci się te myśli? - Głos nigdy o niej nie mówił, nie wiem z jakich części mojego umysłu został stworzony ale najwidoczniej też z tej części, która ją lubi.
- Oczywiście, że nim jestem tylko Ty mnie nie słuchasz. - Skąd ja wiedziałem, że on to powie.
- Póki co wychodzę na tym dość dobrze, nie uważasz?
- Co masz na myśli?
- Żyje, to chyba najlepiej świadczy o tym, że daje sobie rade? W końcu to dzięki moim decyzją dalej możesz mnie irytować i wygłaszać swoje dosadne komentarze, które tak lubisz. Nie wiem czemu moja podświadomość stworzyła Cię z najgorszych cech jakie udało mi się do tej pory hamować. W głębi duszy wierzę w to, że jednak w końcu będziesz bardziej znośny, a Twoje przerośnięte ego schowasz i będziemy żyli w harmonii. - Za kilka godzin wyruszam a ona musiał mnie zdenerwować.
- Nie jestem całym złem jakie w Tobie siedzi. Chciałbym tylko żebyś przemyślał to co możesz stracić wyruszając w tą cholernie długą wędrówkę. Nie wiesz co Cie może czekać tuż za rogiem a co dopiero kiedy znajdziesz się w miejscach, których kompletnie nie znasz. - To dziwne ale zniżył ton a to raczej rzadkość u niego.
- Przemyślałem to dobrze, dziś wyruszam i nic ani nikt tego nie zmieni. Musisz się z tym pogodzić a może dojdziemy wtedy do jakiegoś porozumienia. - Głos już nic nie powiedział a ja położyłem się i myślałem co rzeczywiście mogę stracić. Zanim zasnąłem utwierdziłem się w przekonaniu, że nie wybaczyłbym sobie gdybym nie spróbował.
Jest czternasta, pierwszy dzień wiosny, ciepłe promienie słoneczne grzeją przyjemnie i w końcu robię się senny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz