środa, 14 stycznia 2015

Apokalipsa we dwoje 9.

- Ciężki ten plecak? – Usłyszałem pytanie w głowie, spodziewałem się go prędzej czy później.
- Znośny.- Poczułem się żałośnie, właśnie chciałem okłamać głos z mojego umysłu, który doskonale wiedział co myślę, znał moje uczucia no i przede wszystkim zdawał sobie sprawę z tego, że plecak rzeczywiście jest ciężki. – Po co ja ci to mówię, zapytałeś się tylko po to żeby zacząć jakoś rozmowę?
- Mówisz jakbyś mnie nie znał. Za chwilę będziesz szedł przez miasto i pewnie wspomnienia zawalą Ci się na głowę, pomyślałem, że porozmawiamy żeby łatwiej Ci się szło.
- Zawsze robisz to w taki mało subtelny sposób przeważnie jakimś nieudanym żartem lub komentarzem, który ma pokazać mi, że wiesz wszystko i jesteś najmądrzejszy. Czekam na moment kiedy zaskoczysz mnie czymś czego nie wiem. – Od początku ciężko mi się z nim rozmawiało, ale kiedy ruszyłem w drogę myślę, że będzie jeszcze gorzej.
- Bo wiem więcej niż Ty, no może tyle samo ale ja mogę zajrzeć w każdy zakamarek Twojej głowy i wyciągnąć informację o których wydawać by się mogło, że zapomniałeś. Każda informacja jest zapisywana , a to że nie każdą jesteś w stanie sobie przypomnieć to nie moja wina. Mamy do przejścia wiele kilometrów więc skup się na drodze a ja zajmę Cię czymś ciekawym.
- Boję się pomyśleć co to będzie. Na pewno coś wielce optymistycznego. – Zbliżam się do centrum więc muszę zachować większą ostrożność. Może to głupie ale mając do wyboru bezpieczniejsze drogi wolałem wybrać tą prowadzącą przez starówkę żeby ostatni raz spojrzeć to wszystko co jeszcze przetrwało.
- Czyli „Wielki Marsz”* odpada? – Wiedziałem, że wyjedzie z czymś takim.
- Myślisz, że przypominanie mi o tej książce to dobry pomysł? Historia w niej przedstawiona nie jest zbyt wesoła. Lepiej nie szukaj już znanych mi tytułów książek i filmów bo pewnie będziesz wybierał te pozycje, które będą pasować do zaistniałej sytuacji a to akurat nie sprawi, że będzie mi się lepiej maszerowało. – Zamilkł więc chyba doszło do niego, że nie pójdzie mu tak łatwo. Dam mu chwilę może wyszuka w zakamarkach mojego umysłu coś co sprawi, że obaj poczujemy się lepiej.
 Wiele razy odwiedzałem starówkę w ostatnich tygodniach ale dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego jak to wszystko ponuro wygląda. Na ulicach leżą sterty śmieci, szkło z porozbijanych okien i gruz z budynków które ucierpiały podczas nalotów, gdzieniegdzie stoją zniszczone samochody, które już nigdy nigdzie nie pojadą. Dziwne, że nie ma żadnych zwłok, na początku końca wojsko dość sprawnie usuwało ciała z ulic i starali się informować  rodziny zmarłych, później było już z tym znacznie gorzej zwłoki co prawda były zabierane ale już nikogo nie informowano tylko od razu palono martwych. Miasto pustoszało z dnia na dzień, nawet nie wiem kiedy przestałem widywać ludzi na ulicach, domyślam się, że pewnie większość z tych, którzy przeżyli też nie życzą sobie spotkań z innymi chyba, że zagrabić sobie rzeczy innych. Staję koło Fontanny Neptuna na Długim Targi i patrzę w stronę ulicy Długiej.
- Wiesz, że nie masz tam po co iść, zabrałeś wszystko co mogłeś a teraz nie wiesz nawet czy budynek stoi. Wiele razy sam się powstrzymywałeś żeby tam pójść a teraz szkoda czasu i nerwów, czekają tam tylko bolesne wspomnienia. Idź dalej i nie oglądaj się już za siebie. – Głos wyrwał mnie z zadumy, tym razem obaj wiedzieliśmy, że ma rację i musze iść dalej bo tutaj nic co by mnie jeszcze trzymało.
- Wiem i tak już za dużo się obijałem w drodze tutaj. –Założyłem kaptur i ruszyłem w dalszą drogę. Nie wiem co mnie może czekać za każdym kolejnym zakrętem, a tych będzie po drodze bardzo dużo. Zastanawiam się teraz czy meta będzie tam gdzie sobie ją ustaliłem czy tam gdzie upadnę. W tym marszu wygrany może też być tylko jeden z tą różnicą, że nie mam za współzawodników dziewięćdziesięciu dziewięciu podobnych mi a walczyć będę z własnymi słabościami, pogodą i innymi przeciwnościami losu. 


* „Wielki Marsz” – Powieść napisana przez Stephena Kinga wydana w 1979 roku pod pseudonimem Richard Bachman. Opowiada o corocznym marszu, w którym bierze udział stu nastoletnich chłopców. Każdy z uczestników musi iść z minimalną prędkością czterech mil na godzinę, każde zwolnienie poniżej tego limitu, zatrzymanie się lub złamanie regulaminu grozi ostrzeżeniem, wszyscy uczestnicy mogą otrzymać trzy nagany za czwarte zawodnik otrzymuje czerwoną kartkę co jest jednoznaczne z uśmierceniem zawodnika przez jednego z konwojujących marsz żołnierzy. Jeżeli zawodnik w przeciągu godziny nie otrzyma ostrzeżenia to jedno znajdujące się na jego koncie zostaje wymazane, w marszu nie ma żadnych przerw. Zawody są pokazane jako wielka impreza oglądana przez miliony widzów z wysoką nagrodą przeznaczoną dla zwycięzcy. Meta marszu jest tam gdzie upadnie przedostatni z uczestników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz