Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2015

Apokalipsa we dwoje 12

 Chciałabym spać tak jak Matylda. Przed tym wszystkim miałam problemy ze snem a co dopiero teraz, budzi mnie najmniejszy szelest i każdego dnia niemal jestem półprzytomna idąc dalej. Gdybym wiedziała skąd biorę jeszcze siły to poprosiłabym o więcej, aby każdej nocy być bardziej czujną i wytrwałą w marszu. Czasem jak tak na nią patrzę to wydaje mi się, że można jeszcze w tym chaosie odnaleźć normalność, Pomimo tego wszystkie ona dalej nosi w ręku Stelle, rozmawia z nią o swoich dziecięcych sprawach. Marze o tym żeby poczuć się tak beztrosko, odszukać w sobie to wszystko co było kiedyś. Może to wszystko wróci, chociaż w mały procencie kiedy wszyscy we troje dotrzemy do mety. Znów będę mogła z nim usiąść, rozmawiać, droczyć się i na końcu przytulić się jak ostatniego wieczora kiedy się widzieliśmy. Siedzieliśmy na podłodze dyskutując na wiele tematów, nie wiem czemu powiedziałam:
-Musiałbyś być chory psychicznie żeby mnie kochać.
-Jestem chory psychicznie.- Odparł ze spokojem patrząc mi w oczy.
 Nie byłam nigdy fanką komedii romantycznych ale kilka w swoim życiu widziałam, poczułam się po jego słowach właśnie jakbym była główną bohaterką w takim filmie. To było najpiękniejsze "Kocham Cię" jakie mogłam kiedykolwiek usłyszeć od mężczyzny, pełne niewinności i bez zbędnej otoczki, która towarzyszy takim sytuacją. Nie było ani deszczu, który by na nas padał, brakowało piosenki o miłości, czerwonych róż czy spadających gwiazd. Była podłoga i my dwoje.
 Teraz zamiast komedii romantycznej mam horror, do końca nie wiem czy jesteśmy w niej głównymi bohaterami i jak w hollywoodzkich produkcjach czeka nas happy end, czy tylko statystami, którzy zginą niezauważeni w czasie trwania filmu.

środa, 25 lutego 2015

Apokalipsa we dwoje 11.

Pierwszy postój zaplanowałem pod Tczewem lub jakby udało mi się utrzymać dobre tempo to poszukałbym schronienia w mieście. Marsz nie był tak uciążliwy jak myślałem,  plecak nie był za ciężki, buty wygodne a pogoda tej nocy dopisała. Bezchmurne nocne niebo było pełne gwiazd, odkąd światła w miastach całkiem zgasły niebo po zmroku odzyskiwało swój pierwotny wygląd niezakłócony niczym. Kilka razy miałem okazję ujrzeć taki widok, czy to na plaży nad otwartym morzem czy to w górach. Szedłem drogą mimo, że byłem na widoku, nie chciałem na początku marszu nadkładać sobie drogi. Musiałem ryzykować, inaczej moja podróż trwałaby o wiele za długo.
 W Pruszczu Gdańskim zrobiłem sobie półgodzinny postój. Wcześniej byłem tu tylko trzy razy i nie znałem za bardzo okolicy. Miasto nie było bardzo zniszczone ale wiele budynków mimo, że nadal stało miało wyraźne ślady pożarów. Na ulicach widać było, że i tu wydarzyło się to samo co w Gdańsku i pewnie większości miast i miejscowości na świecie. Wyraźną różnicą między obydwoma miejscami był brak zwłok na ulicach. Ludzie szukali schronienia tam gdzie tam było wojsko, które nie mogło zapewnić ochrony w każdym miejscu i mieszkańcy takich miast to musieli albo radzić sobie samemu albo przenieść się tam gdzie mieli militarne wsparcie.
 Nie wiem co mnie będzie czekać dalej, w jakim stanie zastanę kolejne miasta, czy wisie ominęło to wszystko i czy napotkam kogokolwiek. Zastanawiam się czasem co zrobili ludzie tacy jak ja. Kto chowa się jeszcze w miastach, a kto wybrał wędrówkę a jakieś miejsca, którą mogą dać jakąkolwiek nadzieję, na przetrwanie cywilizacji. Może w jakimś rejonach utworzyły się większe lub mniejsze społeczności, które starają się odbudować chociaż w ułamku to co było.
- Dlaczego w ogóle ze mną rozmawiasz? – Zapytałem głos, który od kilku godzin siedział cicho.
- Bo potrzebujesz bodźca, który wyciągnie z ciebie to co skrywasz bardzo głęboko w umyśle. To ja powoduję, że mówisz nie zastanawiając się  nad słowami, nie analizujesz tego czy mnie urazisz. Jestem częścią ciebie i jeżeli już tu jestem to tylko po to żeby Cię motywować. Czasem te metody mogą Ci się wydawać drastyczne ale muszę robić to tak żeby jak najlepiej do Ciebie dotrzeć. – Nie sądziłem, że tak się nad tym rozwinie, spodziewałem się znów sarkazmu i uszczypliwych komentarzy.
- Czyli mówisz, że gdybyś od początku był jak Mistrz Yoda czy inny mędrzec to bym Ciebie nie posłuchał? – W sumie to ma sens co on mówi.
- Tak, ty potrzebujesz kopa a nie ciepłych słówek. Gdybym głaskał Cię po głowie to byś pewnie zachłysnął się tym wszystkim uznając to za słodzenie ci. Masz do przejścia ponad tysiąc kilometrów i nie możesz rozpraszać się myśląc o jakiś rzeczach, które będą powodować gorszy nastrój. Lepiej jak ja cię zdenerwuję i w taki sposób popchnę dalej niż miałbyś usiąść i czekać na nie wiadomo co. Pamiętaj, że to ty mnie stworzyłeś i tylko ty będziesz mógł sprawić, że zniknę. – Wcześniej myślałem, że on jest tylko po to żebym bardziej nie zwariował od samotności ale teraz zdaję sobie sprawę z tego, że on jest bardziej przydatny.
- Przeraża mnie ta droga. – Tylko tyle mogłem z siebie wydusić.
- Wiem o tym i Ci się nie dziwie. Zrobiłeś pierwszy postój a już ci się bierze na niepotrzebne rozmyślania. Zjedz, odpocznij i nie myśl o tym wszystkim tylko bierz dupę w troki i idziemy dalej. Jesteś bliski osiągnięcia wyznaczonego celi na dziś. Nikt nie wie czy później będzie łatwiej. – Wiedział co mówi, wydaję mi się, że od teraz nasze relacje diametralnie się zmienią.
- Już czas iść dalej. – Powiedziałem wstając. Głos nic nie odpowiedział siedział w mojej głowie i doskonale wiedział, że nie jestem teraz skory do rozmów. Zero niepotrzebnego myślenia, czeka mnie dziś jeszcze znalezienie bezpiecznego miejsca do spania.
Idąc nie myślałem za dużo o przeszłości i przyszłości, próbowałem skupić się na drodze i wypatrywałem niebezpieczeństw, które mogły na mnie czyhać w okolicy.To wszystko dopiero się zaczyna a ja robię krok za krokiem i każdy kolejny przybliża mnie do celu.

piątek, 16 stycznia 2015

Apokalipsa we dwoje 10.

- Czy Stella może z nami iść? – Usłyszałam za swoimi plecami przygotowując plecak do wymarszu.
- Kto to Stella kochanie? – Odwróciłam głowę w stronę głosu i ujrzałam dziewczynkę trzymającą w wyciągniętych rękach zabawkę, którą przyniosłam jej z ostatniej wyprawy.  – Oczywiście, że może z nami iść. Ciekawe imię ma Twoja lala.
- Wymyślił je jakiś pan.
- Jaki pan?! – Zerwałam się  przerażona, w głowie miałam już najgorsze myśli. Czy ktoś tu był, z kim ona mogła rozmawiać a może dziewczynka wyszła jednak z domu podczas mojej nieobecności.
- W moim śnie, chodziłam sobie po ulicy i spotkałam miłego pana, który chyba czegoś szukał. Poprosiłam go żeby pomógł mi znaleźć imię dla nowej lalki. – Matylda chyba domyśliła się, że coś jest nie tak bo odpowiedziała w pośpiechu, chcąc mnie uspokoić.
- Ale mnie wystraszyłaś, jak to był tylko sen to dobrze. - Tuż przed wyjściem takie rewelacje jak spotkanie dziewczynki z kimś obcym nie były by mi na rękę. Nie wiem co jej spakować do plecaczka, nie chcę jej dawać nic ciężkiego ale prócz zabawek coś mogłaby nieść.
- Nie chciałam. - Powiedziała cicho pod nosem.
- Wiem, że nie chciałaś. Przez to wszystko co się dzieje jestem strasznie przewrażliwiona. Nie powinnam zmuszać Cię żebyś szła ze mną taki kawał drogi. - Jestem samolubna wiem o tym.
- Nie szkodzi, też chciałbym w końcu wyjść. - Widziałam już nie raz jak doskwiera jej siedzenie w domu, jest w końcu dzieckiem.
- Dobrze wiesz, że to nie jest krótki spacer i prawdopodobnie już tu nie wrócimy. - Nie mogę jej okłamywać, czuję że muszę być z nią całkiem szczera.
- Tu i tak już nic nie ma. Domyślam się, że rodzice już nie wrócą. - Lepiej ukrywa swoje uczucia niż mogłabym się tego spodziewać.
- Chodź do mnie. - Przytuliłam ją i łzy same zaczęły mi lecieć. Dziewczynka też płakała, przez ten czas, który minął odkąd zostałyśmy same nie było takich chwil. Matylda była dzielna, nie wiem czy w jej wieku potrafiłabym się tak zachować.
 Skończyłyśmy pakować plecaki i po skromnej kolacji położyłyśmy się spać. Miałyśmy do planowanego wyjścia ponad sześć godzin a nawet jak trochę je opóźnimy to nic się nie stanie. Zasnęłam dość szybko a sen był spokojny. Siedziałam z Matyldą na plaży, słońce przyjemnie grzało a fale były muzyką dla moich uszu. Dziewczynka budowała coś z piasku a ja przyglądałam się morzu. Czułam się tam najbezpieczniej na świecie, nic ani nikt nie mógł tego zmienić. Nie widziałam go ale czułam jego obecność, wiedziałam że jest gdzieś blisko i niedługo do nas dołączy. Nie potrzebowałam niczego więcej, razem we troje mogliśmy stworzyć rodzinę i żyć, może miasto nie jest najlepszym miejscem bo na pewno są inni, którym udało się ocaleć z tego piekła ale to nie było dla mnie zmartwieniem w tym śnie. Już bym chciała mieć to wszystko za sobą i poczuć się jak w tym śnie. Uda nam się, prawda kochanie?