piątek, 2 stycznia 2015

Apokalipsa we dwoje 3.

 Plan, muszę mieć dobry plan. Patrząc na to jak daleka i ciężka droga mnie czeka, muszę dobrze rozlokować miejsca na spanie i ewentualne dłuższe postoje. Alternatywy dla miejsc, które wybiorę a jednak nie będą nadawały się do tego aby się tam zatrzymać.
- Pamiętaj, że czeka Cię jeszcze jedna wyprawa tu na miejscu. - Milczący jak dotąd głos w głowie musiał przypomnieć mi o tym co muszę jeszcze zrobić, oraz że jego milczenie było tylko chwilowe.
- Dobrze o tym wiem. - Odpowiedziałem, chociaż dobrze wiedziałem, że on mi o tym przypomniał.
 Zakładając, że będę mógł przejść około trzydziestu może czterdziestu kilometrów dziennie to trasa zajmie mi około dwóch miesięcy.
- Wóz albo przewóz. - Skwitował krótko głos.
Ignoruje go w takich chwilach żeby móc się skupić na tym co ważne, to nie czas na dyskusje z głosem w własnej głowie, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy. Z jednej strony chce omijać duże miasta bo tam zawsze może być niebezpieczniej niż w małych miasteczkach czy zabitych dechami wioskach, problemem są zapasy, których nie zabiorę ze sobą na dwa miesiące. W miastach chyba mimo wszystko będzie większe prawdopodobieństwo, że coś znajdę. Na początek muszę dostać się w okolice autostrady A1, okolice raczej wyludnione więc powinno być dobrze. Grudziądz, Toruń, Inowrocław, Gniezno i Poznań, to na początek musi mi wystarczyć. Jeżeli nie będzie żadnych komplikacji to w góra dwanaście dni powinienem tam dotrzeć.
- Bierzesz wszystkie czynniki negatywne pod uwagę? - Jak zwykle, głos pyta z niekrytą  radością jakby zagiął mnie czymś o czym pewnie nie pomyślałem.
- Oczywiście, pogoda, zmęczenie, odciski i o wszelakich innych powodach opóźnienia mojego marszu pomyślałem. - Odparłem wiedząc, że tym razem mnie nie zagnie. Dodałem tylko. - Innych ludzi nie biorę pod uwagę. Takich rzeczy przewidzieć nie mogę.
- Co ja słyszę, od kiedy Ty tak wszystko planujesz? - Głos zapytał, dobrze wie, że rzadko kiedy planuję cokolwiek nauczony tym, że plany bardzo często mi nie wypalały.
- Doskonale wiesz, że czeka mnie a raczej nas długa droga i tak na żywioł iść to raczej nie wypali. Jeżeli martwisz się, że zgubie drogę to bądź spokojny, wiem jak ją czytać. Czemu Ty ciągle we mnie wątpisz? - Mam go już czasami dość.
- Bo znam Ciebie równie dobrze jak Ty sam. - Odpowiedział bez namysłu, po czym dodał. - Albo nawet i lepiej.
- No tak, w końcu siedzisz w mojej głowie i możesz wędrować po jej zakamarkach, nawet takich których albo się boje albo nie chcę wiedzieć co w nich siedzi. Obyś był taki wyszczekany jak będzie mi potrzebna prawdziwa pomoc. - Muszę go ignorować, nie ruszyłem nic dalej z planem a jeszcze chcę podzielić całość na odcinki, które miałbym pokonywać danego dnia.
- Ty wiesz, że ja wiem co myślisz i Twoje ignorowanie mnie nic Ci nie da. Mogę tu krzyczeć, śpiewać, robić pompki cokolwiek a Ty i tak będziesz skazany na to wszystko co robię. Nie mądrz się tak i skup się na tym co ważne a nie wdajesz się w dyskusje z głosem w głowie. Zdaję sobie sprawę z tego, że jak Ciebie nie będzie to mnie też, więc mimo wszystko chce dotrzeć tam gdzie Ty. - Nie wiedziałem co mu odpowiedzieć więc milczałem i zająłem się dalszym planowaniem.
  To cięższe niż myślałem, niby na lekcjach geografii przerabiałem tematy o mapach, ale wyznaczanie odcinków po około trzydzieści kilometrów sprawiło mi więcej trudności niż mogłem sobie tego spodziewać. Nie zwróciłem uwagi, że to już czternasta, muszę się położyć, muszę być wypoczęty na nocne "zakupy".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz