Chciałabym spać tak jak Matylda. Przed tym wszystkim miałam problemy ze snem a co dopiero teraz, budzi mnie najmniejszy szelest i każdego dnia niemal jestem półprzytomna idąc dalej. Gdybym wiedziała skąd biorę jeszcze siły to poprosiłabym o więcej, aby każdej nocy być bardziej czujną i wytrwałą w marszu. Czasem jak tak na nią patrzę to wydaje mi się, że można jeszcze w tym chaosie odnaleźć normalność, Pomimo tego wszystkie ona dalej nosi w ręku Stelle, rozmawia z nią o swoich dziecięcych sprawach. Marze o tym żeby poczuć się tak beztrosko, odszukać w sobie to wszystko co było kiedyś. Może to wszystko wróci, chociaż w mały procencie kiedy wszyscy we troje dotrzemy do mety. Znów będę mogła z nim usiąść, rozmawiać, droczyć się i na końcu przytulić się jak ostatniego wieczora kiedy się widzieliśmy. Siedzieliśmy na podłodze dyskutując na wiele tematów, nie wiem czemu powiedziałam:
-Musiałbyś być chory psychicznie żeby mnie kochać.
-Jestem chory psychicznie.- Odparł ze spokojem patrząc mi w oczy.
Nie byłam nigdy fanką komedii romantycznych ale kilka w swoim życiu widziałam, poczułam się po jego słowach właśnie jakbym była główną bohaterką w takim filmie. To było najpiękniejsze "Kocham Cię" jakie mogłam kiedykolwiek usłyszeć od mężczyzny, pełne niewinności i bez zbędnej otoczki, która towarzyszy takim sytuacją. Nie było ani deszczu, który by na nas padał, brakowało piosenki o miłości, czerwonych róż czy spadających gwiazd. Była podłoga i my dwoje.
Teraz zamiast komedii romantycznej mam horror, do końca nie wiem czy jesteśmy w niej głównymi bohaterami i jak w hollywoodzkich produkcjach czeka nas happy end, czy tylko statystami, którzy zginą niezauważeni w czasie trwania filmu.
Nasz apokalipsa to podróż dwóch osób chcących odnaleźć się w całkowicie zniszczonym świecie.
czwartek, 6 sierpnia 2015
środa, 25 lutego 2015
Apokalipsa we dwoje 11.
Pierwszy postój zaplanowałem pod Tczewem lub
jakby udało mi się utrzymać dobre tempo to poszukałbym schronienia w
mieście. Marsz nie był tak uciążliwy jak myślałem, plecak nie był za
ciężki, buty wygodne a pogoda tej nocy dopisała. Bezchmurne
nocne niebo było pełne gwiazd, odkąd światła w miastach całkiem zgasły
niebo po zmroku odzyskiwało swój pierwotny wygląd niezakłócony niczym.
Kilka razy miałem okazję ujrzeć taki widok, czy to na plaży nad otwartym
morzem czy to w górach. Szedłem drogą mimo,
że byłem na widoku, nie chciałem na początku marszu nadkładać sobie
drogi. Musiałem ryzykować, inaczej moja podróż trwałaby o wiele za
długo.
W Pruszczu Gdańskim zrobiłem sobie półgodzinny
postój. Wcześniej byłem tu tylko trzy razy i nie znałem za bardzo
okolicy. Miasto nie było bardzo zniszczone ale wiele budynków mimo, że
nadal stało miało wyraźne ślady pożarów. Na ulicach
widać było, że i tu wydarzyło się to samo co w Gdańsku i pewnie
większości miast i miejscowości na świecie. Wyraźną różnicą między
obydwoma miejscami był brak zwłok na ulicach. Ludzie szukali schronienia
tam gdzie tam było wojsko, które nie mogło zapewnić
ochrony w każdym miejscu i mieszkańcy takich miast to musieli albo
radzić sobie samemu albo przenieść się tam gdzie mieli militarne
wsparcie.
Nie wiem co mnie będzie czekać dalej, w jakim
stanie zastanę kolejne miasta, czy wisie ominęło to wszystko i czy
napotkam kogokolwiek. Zastanawiam się czasem co zrobili ludzie tacy jak
ja. Kto chowa się jeszcze w miastach, a kto wybrał
wędrówkę a jakieś miejsca, którą mogą dać jakąkolwiek nadzieję, na
przetrwanie cywilizacji. Może w jakimś rejonach utworzyły się większe
lub mniejsze społeczności, które starają się odbudować chociaż w ułamku
to co było.
- Dlaczego w ogóle ze mną rozmawiasz? – Zapytałem głos, który od kilku godzin siedział cicho.
- Bo potrzebujesz bodźca, który wyciągnie z
ciebie to co skrywasz bardzo głęboko w umyśle. To ja powoduję, że mówisz
nie zastanawiając się nad słowami, nie analizujesz tego czy mnie
urazisz. Jestem częścią ciebie i jeżeli już tu jestem
to tylko po to żeby Cię motywować. Czasem te metody mogą Ci się wydawać
drastyczne ale muszę robić to tak żeby jak najlepiej do Ciebie dotrzeć.
– Nie sądziłem, że tak się nad tym rozwinie, spodziewałem się znów
sarkazmu i uszczypliwych komentarzy.
- Czyli mówisz, że gdybyś od początku był jak
Mistrz Yoda czy inny mędrzec to bym Ciebie nie posłuchał? – W sumie to
ma sens co on mówi.
- Tak, ty potrzebujesz kopa a nie ciepłych
słówek. Gdybym głaskał Cię po głowie to byś pewnie zachłysnął się tym
wszystkim uznając to za słodzenie ci. Masz do przejścia ponad tysiąc
kilometrów i nie możesz rozpraszać się myśląc o jakiś
rzeczach, które będą powodować gorszy nastrój. Lepiej jak ja cię
zdenerwuję i w taki sposób popchnę dalej niż miałbyś usiąść i czekać na
nie wiadomo co. Pamiętaj, że to ty mnie stworzyłeś i tylko ty będziesz
mógł sprawić, że zniknę. – Wcześniej myślałem, że
on jest tylko po to żebym bardziej nie zwariował od samotności ale
teraz zdaję sobie sprawę z tego, że on jest bardziej przydatny.
- Przeraża mnie ta droga. – Tylko tyle mogłem z siebie wydusić.
- Wiem o tym i Ci się nie dziwie. Zrobiłeś
pierwszy postój a już ci się bierze na niepotrzebne rozmyślania. Zjedz,
odpocznij i nie myśl o tym wszystkim tylko bierz dupę w troki i idziemy
dalej. Jesteś bliski osiągnięcia wyznaczonego celi
na dziś. Nikt nie wie czy później będzie łatwiej. – Wiedział co mówi,
wydaję mi się, że od teraz nasze relacje diametralnie się zmienią.
- Już czas iść dalej. – Powiedziałem wstając.
Głos nic nie odpowiedział siedział w mojej głowie i doskonale wiedział,
że nie jestem teraz skory do rozmów. Zero niepotrzebnego myślenia, czeka
mnie dziś jeszcze znalezienie bezpiecznego miejsca
do spania.
Idąc nie myślałem za dużo o przeszłości i
przyszłości, próbowałem skupić się na drodze i wypatrywałem
niebezpieczeństw, które mogły na mnie czyhać w okolicy.To wszystko dopiero się zaczyna a ja robię krok za krokiem i każdy kolejny przybliża mnie do celu.
piątek, 16 stycznia 2015
Apokalipsa we dwoje 10.
- Czy Stella może z nami iść? – Usłyszałam za swoimi plecami przygotowując plecak do wymarszu.
- Kto to Stella kochanie? – Odwróciłam głowę w
stronę głosu i ujrzałam dziewczynkę trzymającą w wyciągniętych rękach
zabawkę, którą przyniosłam jej z ostatniej wyprawy. – Oczywiście, że
może z nami iść. Ciekawe imię ma Twoja lala.
- Wymyślił je jakiś pan.
- Jaki pan?! – Zerwałam się przerażona, w
głowie miałam już najgorsze myśli. Czy ktoś tu był, z kim ona mogła
rozmawiać a może dziewczynka wyszła jednak z domu podczas mojej
nieobecności.
- W moim śnie, chodziłam sobie po ulicy i
spotkałam miłego pana, który chyba czegoś szukał. Poprosiłam go żeby
pomógł mi znaleźć imię dla nowej lalki. – Matylda chyba domyśliła się,
że coś jest nie tak bo odpowiedziała w pośpiechu, chcąc
mnie uspokoić.
- Ale mnie wystraszyłaś, jak to był tylko sen to dobrze. - Tuż przed wyjściem takie rewelacje jak spotkanie dziewczynki z kimś obcym nie były by mi na rękę. Nie wiem co jej spakować do plecaczka, nie chcę jej dawać nic ciężkiego ale prócz zabawek coś mogłaby nieść.
- Nie chciałam. - Powiedziała cicho pod nosem.
- Wiem, że nie chciałaś. Przez to wszystko co się dzieje jestem strasznie przewrażliwiona. Nie powinnam zmuszać Cię żebyś szła ze mną taki kawał drogi. - Jestem samolubna wiem o tym.
- Nie szkodzi, też chciałbym w końcu wyjść. - Widziałam już nie raz jak doskwiera jej siedzenie w domu, jest w końcu dzieckiem.
- Dobrze wiesz, że to nie jest krótki spacer i prawdopodobnie już tu nie wrócimy. - Nie mogę jej okłamywać, czuję że muszę być z nią całkiem szczera.
- Tu i tak już nic nie ma. Domyślam się, że rodzice już nie wrócą. - Lepiej ukrywa swoje uczucia niż mogłabym się tego spodziewać.
- Chodź do mnie. - Przytuliłam ją i łzy same zaczęły mi lecieć. Dziewczynka też płakała, przez ten czas, który minął odkąd zostałyśmy same nie było takich chwil. Matylda była dzielna, nie wiem czy w jej wieku potrafiłabym się tak zachować.
Skończyłyśmy pakować plecaki i po skromnej kolacji położyłyśmy się spać. Miałyśmy do planowanego wyjścia ponad sześć godzin a nawet jak trochę je opóźnimy to nic się nie stanie. Zasnęłam dość szybko a sen był spokojny. Siedziałam z Matyldą na plaży, słońce przyjemnie grzało a fale były muzyką dla moich uszu. Dziewczynka budowała coś z piasku a ja przyglądałam się morzu. Czułam się tam najbezpieczniej na świecie, nic ani nikt nie mógł tego zmienić. Nie widziałam go ale czułam jego obecność, wiedziałam że jest gdzieś blisko i niedługo do nas dołączy. Nie potrzebowałam niczego więcej, razem we troje mogliśmy stworzyć rodzinę i żyć, może miasto nie jest najlepszym miejscem bo na pewno są inni, którym udało się ocaleć z tego piekła ale to nie było dla mnie zmartwieniem w tym śnie. Już bym chciała mieć to wszystko za sobą i poczuć się jak w tym śnie. Uda nam się, prawda kochanie?
Skończyłyśmy pakować plecaki i po skromnej kolacji położyłyśmy się spać. Miałyśmy do planowanego wyjścia ponad sześć godzin a nawet jak trochę je opóźnimy to nic się nie stanie. Zasnęłam dość szybko a sen był spokojny. Siedziałam z Matyldą na plaży, słońce przyjemnie grzało a fale były muzyką dla moich uszu. Dziewczynka budowała coś z piasku a ja przyglądałam się morzu. Czułam się tam najbezpieczniej na świecie, nic ani nikt nie mógł tego zmienić. Nie widziałam go ale czułam jego obecność, wiedziałam że jest gdzieś blisko i niedługo do nas dołączy. Nie potrzebowałam niczego więcej, razem we troje mogliśmy stworzyć rodzinę i żyć, może miasto nie jest najlepszym miejscem bo na pewno są inni, którym udało się ocaleć z tego piekła ale to nie było dla mnie zmartwieniem w tym śnie. Już bym chciała mieć to wszystko za sobą i poczuć się jak w tym śnie. Uda nam się, prawda kochanie?
środa, 14 stycznia 2015
Apokalipsa we dwoje 9.
- Ciężki ten plecak? – Usłyszałem pytanie w głowie, spodziewałem się go prędzej czy później.
- Znośny.- Poczułem się żałośnie, właśnie
chciałem okłamać głos z mojego umysłu, który doskonale wiedział co
myślę, znał moje uczucia no i przede wszystkim zdawał sobie sprawę z
tego, że plecak rzeczywiście jest ciężki. – Po co ja ci to
mówię, zapytałeś się tylko po to żeby zacząć jakoś rozmowę?
- Mówisz jakbyś mnie nie znał. Za chwilę
będziesz szedł przez miasto i pewnie wspomnienia zawalą Ci się na głowę,
pomyślałem, że porozmawiamy żeby łatwiej Ci się szło.
- Zawsze robisz to w taki mało subtelny sposób
przeważnie jakimś nieudanym żartem lub komentarzem, który ma pokazać mi,
że wiesz wszystko i jesteś najmądrzejszy. Czekam na moment kiedy
zaskoczysz mnie czymś czego nie wiem. – Od początku
ciężko mi się z nim rozmawiało, ale kiedy ruszyłem w drogę myślę, że
będzie jeszcze gorzej.
- Bo wiem więcej niż Ty, no może tyle samo ale
ja mogę zajrzeć w każdy zakamarek Twojej głowy i wyciągnąć informację o
których wydawać by się mogło, że zapomniałeś. Każda informacja jest
zapisywana , a to że nie każdą jesteś w stanie sobie
przypomnieć to nie moja wina. Mamy do przejścia wiele kilometrów więc
skup się na drodze a ja zajmę Cię czymś ciekawym.
- Boję się pomyśleć co to będzie. Na pewno coś
wielce optymistycznego. – Zbliżam się do centrum więc muszę zachować
większą ostrożność. Może to głupie ale mając do wyboru bezpieczniejsze
drogi wolałem wybrać tą prowadzącą przez starówkę
żeby ostatni raz spojrzeć to wszystko co jeszcze przetrwało.
- Czyli „Wielki Marsz”* odpada? – Wiedziałem, że wyjedzie z czymś takim.
- Myślisz, że przypominanie mi o tej książce to
dobry pomysł? Historia w niej przedstawiona nie jest zbyt wesoła. Lepiej
nie szukaj już znanych mi tytułów książek i filmów bo pewnie będziesz
wybierał te pozycje, które będą pasować do zaistniałej
sytuacji a to akurat nie sprawi, że będzie mi się lepiej maszerowało. –
Zamilkł więc chyba doszło do niego, że nie pójdzie mu tak łatwo. Dam mu
chwilę może wyszuka w zakamarkach mojego umysłu coś co sprawi, że obaj
poczujemy się lepiej.
Wiele razy odwiedzałem starówkę w ostatnich
tygodniach ale dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego jak to wszystko
ponuro wygląda. Na ulicach leżą sterty śmieci, szkło z porozbijanych
okien i gruz z budynków które ucierpiały podczas nalotów,
gdzieniegdzie stoją zniszczone samochody, które już nigdy nigdzie nie
pojadą. Dziwne, że nie ma żadnych zwłok, na początku końca wojsko dość
sprawnie usuwało ciała z ulic i starali się informować rodziny
zmarłych, później było już z tym znacznie gorzej zwłoki
co prawda były zabierane ale już nikogo nie informowano tylko od razu
palono martwych. Miasto pustoszało z dnia na dzień, nawet nie wiem kiedy
przestałem widywać ludzi na ulicach, domyślam się, że pewnie większość z
tych, którzy przeżyli też nie życzą sobie
spotkań z innymi chyba, że zagrabić sobie rzeczy innych. Staję koło
Fontanny Neptuna na Długim Targi i patrzę w stronę ulicy Długiej.
- Wiesz, że nie masz tam po co iść, zabrałeś
wszystko co mogłeś a teraz nie wiesz nawet czy budynek stoi. Wiele razy
sam się powstrzymywałeś żeby tam pójść a teraz szkoda czasu i nerwów,
czekają tam tylko bolesne wspomnienia. Idź dalej
i nie oglądaj się już za siebie. – Głos wyrwał mnie z zadumy, tym razem
obaj wiedzieliśmy, że ma rację i musze iść dalej bo tutaj nic co by
mnie jeszcze trzymało.
- Wiem i tak już za dużo się obijałem w drodze
tutaj. –Założyłem kaptur i ruszyłem w dalszą drogę. Nie wiem co mnie
może czekać za każdym kolejnym zakrętem, a tych będzie po drodze bardzo
dużo. Zastanawiam się teraz czy meta będzie tam
gdzie sobie ją ustaliłem czy tam gdzie upadnę. W tym marszu wygrany może też być tylko jeden z tą różnicą, że nie mam za współzawodników dziewięćdziesięciu dziewięciu podobnych mi a walczyć będę z własnymi słabościami, pogodą i innymi przeciwnościami losu.
* „Wielki Marsz” – Powieść napisana przez
Stephena Kinga wydana w 1979 roku pod pseudonimem Richard Bachman.
Opowiada o corocznym marszu, w którym bierze udział stu nastoletnich
chłopców. Każdy z uczestników musi iść z minimalną prędkością
czterech mil na godzinę, każde zwolnienie poniżej tego limitu,
zatrzymanie się lub złamanie regulaminu grozi ostrzeżeniem, wszyscy
uczestnicy mogą otrzymać trzy nagany za czwarte zawodnik otrzymuje
czerwoną kartkę co jest jednoznaczne z uśmierceniem zawodnika
przez jednego z konwojujących marsz żołnierzy. Jeżeli zawodnik w
przeciągu godziny nie otrzyma ostrzeżenia to jedno znajdujące się na
jego koncie zostaje wymazane, w marszu nie ma żadnych przerw. Zawody są
pokazane jako wielka impreza oglądana przez miliony
widzów z wysoką nagrodą przeznaczoną dla zwycięzcy. Meta marszu jest tam gdzie upadnie przedostatni z uczestników.
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Apokalipsa we dwoje 8.
Czuje jak słońce rozgrzewa moją twarz, przez chwilę pomyślałam, że jestem w innym miejscu i dużo bardziej sprzyjających okolicznościach. Słyszę jak Matylda bawi się obok łóżka, tym razem to nowa lalka pochłania całą jej uwagę. Zawsze stara się bawić po cichu żeby mnie nie obudzić, a nawet jeśli się przebudzę to i tak udaję, że śpię żeby mała miała jeszcze chwilę bez zmartwień. Teraz jednak odwróciłam się w jej stronę, otworzyłam oczy i przyglądałam się jak przebiera barbie w inne zestawy ubrań i mówi do niej:
- A co myślisz o tej kreacji? Ma tyle cekinów, że na tańcach świeciłabyś niczym gwiazda.
Zostało nam kilkadziesiąt godzin do wyjścia i chce delektować się tą odrobiną normalności jaka nam tu została. Boję się, że wędrówka będzie dla niej za ciężka i nie będę wiedziała co zrobić kiedy dziewczynka nie będzie chciała dalej iść.
Czasem śni mi się, że jestem już na miejscu ale nie ma nikogo ze mną, biegam i staram się zaglądać w każdy zakamarek ale nie ma tam ani Matyldy ani jego, zaczynam wtedy panikować i często się budzę cała zlana potem. Nie mogę a wręcz nie chcę później zasypiać bo bardzo nie podoba mi się wizja pozostania całkiem sama, patrze wtedy na dziewczynkę i uspokajam się, ta mała istota jedyna łączy mnie obecnie z przeszłością. Mimo, że nie jestem jej matką to i tak ją kocham jak własną córkę, staram się jej zapewnić jak najwięcej spokoju i dać odrobinę dzieciństwa, które zostało w tak brutalny sposób zabrane.
- Przepraszam, nie chciałam Cię obudzić. - Zawsze przejmuję się tym, że przerywa mi sen.
- Nie obudziłaś skarbie, nie śpię już jakiś czas. Podoba Ci się lalka, którą Ci przyniosłam? - Zapytałam chociaż wiedziałam, że teraz spodobałaby się jej prawie każda zabawka jaką bym jej nie sprawiła.
- Bardzo, dziękuję. - Uśmiecha się do mnie szczerze trzymając barbie w dłoni, odkłada ją na podłogę i wskakuje na łóżko przytulając się do mnie. Myślę, że w takich chwilach Matylda tak jak ja też zapomina o tym jak wygląda obecnie nasz świat i cieszy się tą namiastką normalnego życia.
Tulimy się tak przez kilka minut aż strasznie zaburczało mi w brzuchu.
- Chyba czas na śniadanie. Wracaj do zabawy a ja przyszykuje nam coś dobrego, a później póki mamy dzień zaczniemy się pakować. - Widziałam jak na słowo "pakować" uśmiech zniknął z jej małej twarzy, próbowałam z nią kilka razy o tym porozmawiać ale za każdym razem jak o tym wspominałam zamykała się w sobie.
- Dobrze, a mogę iść z tobą i w kuchni się bawić. - Wiem, że czasem boi się sama zostawać nawet jak jestem w domu.
- Oczywiście Słoneczko, chodź zobaczymy od razu co dobrego w nocy przyniosłam. - Sama byłam ciekaw co takiego znajduję się w tych paczkach, które znalazłam w sklepie turystycznym.
Założyłam ubrania, które zostawiłam na krześle obok łóżka zaraz jak wróciłam nad ranem. Matylda szła za mną szepcząc coś do lalki uciekając znów do świata dziecka, czasami sama chciałabym uciec do tak beztroskiej krainy gdzie myśli krążą wokół zabawy. Muszę się bardziej skupić bo zaczynam się rozpraszać, mi jak i dziewczynce potrzebna jest teraz silna kobieta, która równie dobrze da sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami losu, które będą czyhać na nas w czasie drogi jak z tym wszystkim co nas do tej pory spotkało.
- A co myślisz o tej kreacji? Ma tyle cekinów, że na tańcach świeciłabyś niczym gwiazda.
Zostało nam kilkadziesiąt godzin do wyjścia i chce delektować się tą odrobiną normalności jaka nam tu została. Boję się, że wędrówka będzie dla niej za ciężka i nie będę wiedziała co zrobić kiedy dziewczynka nie będzie chciała dalej iść.
Czasem śni mi się, że jestem już na miejscu ale nie ma nikogo ze mną, biegam i staram się zaglądać w każdy zakamarek ale nie ma tam ani Matyldy ani jego, zaczynam wtedy panikować i często się budzę cała zlana potem. Nie mogę a wręcz nie chcę później zasypiać bo bardzo nie podoba mi się wizja pozostania całkiem sama, patrze wtedy na dziewczynkę i uspokajam się, ta mała istota jedyna łączy mnie obecnie z przeszłością. Mimo, że nie jestem jej matką to i tak ją kocham jak własną córkę, staram się jej zapewnić jak najwięcej spokoju i dać odrobinę dzieciństwa, które zostało w tak brutalny sposób zabrane.
- Przepraszam, nie chciałam Cię obudzić. - Zawsze przejmuję się tym, że przerywa mi sen.
- Nie obudziłaś skarbie, nie śpię już jakiś czas. Podoba Ci się lalka, którą Ci przyniosłam? - Zapytałam chociaż wiedziałam, że teraz spodobałaby się jej prawie każda zabawka jaką bym jej nie sprawiła.
- Bardzo, dziękuję. - Uśmiecha się do mnie szczerze trzymając barbie w dłoni, odkłada ją na podłogę i wskakuje na łóżko przytulając się do mnie. Myślę, że w takich chwilach Matylda tak jak ja też zapomina o tym jak wygląda obecnie nasz świat i cieszy się tą namiastką normalnego życia.
Tulimy się tak przez kilka minut aż strasznie zaburczało mi w brzuchu.
- Chyba czas na śniadanie. Wracaj do zabawy a ja przyszykuje nam coś dobrego, a później póki mamy dzień zaczniemy się pakować. - Widziałam jak na słowo "pakować" uśmiech zniknął z jej małej twarzy, próbowałam z nią kilka razy o tym porozmawiać ale za każdym razem jak o tym wspominałam zamykała się w sobie.
- Dobrze, a mogę iść z tobą i w kuchni się bawić. - Wiem, że czasem boi się sama zostawać nawet jak jestem w domu.
- Oczywiście Słoneczko, chodź zobaczymy od razu co dobrego w nocy przyniosłam. - Sama byłam ciekaw co takiego znajduję się w tych paczkach, które znalazłam w sklepie turystycznym.
Założyłam ubrania, które zostawiłam na krześle obok łóżka zaraz jak wróciłam nad ranem. Matylda szła za mną szepcząc coś do lalki uciekając znów do świata dziecka, czasami sama chciałabym uciec do tak beztroskiej krainy gdzie myśli krążą wokół zabawy. Muszę się bardziej skupić bo zaczynam się rozpraszać, mi jak i dziewczynce potrzebna jest teraz silna kobieta, która równie dobrze da sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami losu, które będą czyhać na nas w czasie drogi jak z tym wszystkim co nas do tej pory spotkało.
sobota, 10 stycznia 2015
Apokalipsa we dwoje 7.
Nie mogę uwierzyć, że o zmroku wyruszam w najdłuższą, najniebezpieczniejszą i najbardziej ekscytującą podróż w moim życiu. Powinienem spać i zbierać siły ale sen nie chce przyjść. Głos milczy, może czeka żeby przed samym wyjściem zaatakować jakimś niewybrednym komentarzem, sam nie wiem. Ostatnie noce to ciągłe wyprawy po zapasy, kiedy wracałem z jednej przypominało mi się, że czegoś ciągle mi brakuję. Wracając o świcie byłem pewny, że mam już wszystko, tylko zastanawiałem się czy potrzebny mi będzie namiot, w końcu zrezygnowałem z niego twierdząc, że jest on nieporęczny, za każdym razem musiałbym tracić czas na szukanie dobrego, mało widocznego miejsca gdzie mógłbym go rozstawić. Śpiwór i ochrona przed wiatrem i deszczem to musi mi wystarczyć. Z moich obliczeń wynika, że żywności powinno mi wystarczyć na około dwa tygodnie, oczywiście musiałem brać pod uwagę ciężar mojego plecaka.
Wybór rzeczy mi niezbędnych był dość trudny, nad każdą zastanawiałem się po kilka minut. Nie mogę sobie pozwolić na zbytne przeciążenie patrząc na to ile kilometrów dziennie chce robić. Dobrze, że z ubraniami nie miałem aż takiego problemu, ważne żeby mieć coś suchego na przebranie, płaszcz przeciwdeszczowy zdobyłem podczas ostatniego wyjścia, szkoda tylko, że nie udało mi się znaleźć baterii przez ostatnie kilka dni, latarka jeszcze świeci ale ile wytrzyma zasilanie to nie wiem.
- Teraz to się martwisz o światło latarki, a zawszę jak Ci mówię, że masz ją zapalić to kręcisz nosem, bo ktoś Cię zobaczy albo jakieś potwory zjedzą Cie na podwieczorek. - No i wykrakałem, Głos odezwał się wyjątkowo poirytowany.
- Pomyliły Ci się bajki, tu nie ma potworów. Zresztą musisz być zawsze taki niemiły? Czy Ty kiedykolwiek chciałeś ze mną normalnie porozmawiać czy siedzisz w mojej głowie tylko po to żeby mnie denerwować? - Czasami wydaje mi się, że jedyny sposób na uciszenie go to strzał w głowę.
- Wybacz, że nie skaczę z radości ale ubzdurałeś sobie, że jakaś panna będzie na Ciebie czekać w miejscu oddalonym o ponad tysiąc kilometrów. Może jestem tylko głosem w Twojej głowie ale chciałbym tu jeszcze trochę posiedzieć. - Wiedziałem, że nie popiera mojej decyzji o podróży ale zaczyna przesadzać, może sobie myśli, że jak będzie dramatyzował to mnie przekona do pozostania.
- To teraz nagle jesteś moim głosem rozsądku? Ile razy mam Ci powtarzać, że obojętnie czego byś nie powiedział i tak o zmroku wychodzę. Dlaczego siedzisz cicho za każdym razem kiedy ją wspominam, może podobają Ci się te myśli? - Głos nigdy o niej nie mówił, nie wiem z jakich części mojego umysłu został stworzony ale najwidoczniej też z tej części, która ją lubi.
- Oczywiście, że nim jestem tylko Ty mnie nie słuchasz. - Skąd ja wiedziałem, że on to powie.
- Póki co wychodzę na tym dość dobrze, nie uważasz?
- Co masz na myśli?
- Żyje, to chyba najlepiej świadczy o tym, że daje sobie rade? W końcu to dzięki moim decyzją dalej możesz mnie irytować i wygłaszać swoje dosadne komentarze, które tak lubisz. Nie wiem czemu moja podświadomość stworzyła Cię z najgorszych cech jakie udało mi się do tej pory hamować. W głębi duszy wierzę w to, że jednak w końcu będziesz bardziej znośny, a Twoje przerośnięte ego schowasz i będziemy żyli w harmonii. - Za kilka godzin wyruszam a ona musiał mnie zdenerwować.
- Nie jestem całym złem jakie w Tobie siedzi. Chciałbym tylko żebyś przemyślał to co możesz stracić wyruszając w tą cholernie długą wędrówkę. Nie wiesz co Cie może czekać tuż za rogiem a co dopiero kiedy znajdziesz się w miejscach, których kompletnie nie znasz. - To dziwne ale zniżył ton a to raczej rzadkość u niego.
- Przemyślałem to dobrze, dziś wyruszam i nic ani nikt tego nie zmieni. Musisz się z tym pogodzić a może dojdziemy wtedy do jakiegoś porozumienia. - Głos już nic nie powiedział a ja położyłem się i myślałem co rzeczywiście mogę stracić. Zanim zasnąłem utwierdziłem się w przekonaniu, że nie wybaczyłbym sobie gdybym nie spróbował.
Jest czternasta, pierwszy dzień wiosny, ciepłe promienie słoneczne grzeją przyjemnie i w końcu robię się senny.
Wybór rzeczy mi niezbędnych był dość trudny, nad każdą zastanawiałem się po kilka minut. Nie mogę sobie pozwolić na zbytne przeciążenie patrząc na to ile kilometrów dziennie chce robić. Dobrze, że z ubraniami nie miałem aż takiego problemu, ważne żeby mieć coś suchego na przebranie, płaszcz przeciwdeszczowy zdobyłem podczas ostatniego wyjścia, szkoda tylko, że nie udało mi się znaleźć baterii przez ostatnie kilka dni, latarka jeszcze świeci ale ile wytrzyma zasilanie to nie wiem.
- Teraz to się martwisz o światło latarki, a zawszę jak Ci mówię, że masz ją zapalić to kręcisz nosem, bo ktoś Cię zobaczy albo jakieś potwory zjedzą Cie na podwieczorek. - No i wykrakałem, Głos odezwał się wyjątkowo poirytowany.
- Pomyliły Ci się bajki, tu nie ma potworów. Zresztą musisz być zawsze taki niemiły? Czy Ty kiedykolwiek chciałeś ze mną normalnie porozmawiać czy siedzisz w mojej głowie tylko po to żeby mnie denerwować? - Czasami wydaje mi się, że jedyny sposób na uciszenie go to strzał w głowę.
- Wybacz, że nie skaczę z radości ale ubzdurałeś sobie, że jakaś panna będzie na Ciebie czekać w miejscu oddalonym o ponad tysiąc kilometrów. Może jestem tylko głosem w Twojej głowie ale chciałbym tu jeszcze trochę posiedzieć. - Wiedziałem, że nie popiera mojej decyzji o podróży ale zaczyna przesadzać, może sobie myśli, że jak będzie dramatyzował to mnie przekona do pozostania.
- To teraz nagle jesteś moim głosem rozsądku? Ile razy mam Ci powtarzać, że obojętnie czego byś nie powiedział i tak o zmroku wychodzę. Dlaczego siedzisz cicho za każdym razem kiedy ją wspominam, może podobają Ci się te myśli? - Głos nigdy o niej nie mówił, nie wiem z jakich części mojego umysłu został stworzony ale najwidoczniej też z tej części, która ją lubi.
- Oczywiście, że nim jestem tylko Ty mnie nie słuchasz. - Skąd ja wiedziałem, że on to powie.
- Póki co wychodzę na tym dość dobrze, nie uważasz?
- Co masz na myśli?
- Żyje, to chyba najlepiej świadczy o tym, że daje sobie rade? W końcu to dzięki moim decyzją dalej możesz mnie irytować i wygłaszać swoje dosadne komentarze, które tak lubisz. Nie wiem czemu moja podświadomość stworzyła Cię z najgorszych cech jakie udało mi się do tej pory hamować. W głębi duszy wierzę w to, że jednak w końcu będziesz bardziej znośny, a Twoje przerośnięte ego schowasz i będziemy żyli w harmonii. - Za kilka godzin wyruszam a ona musiał mnie zdenerwować.
- Nie jestem całym złem jakie w Tobie siedzi. Chciałbym tylko żebyś przemyślał to co możesz stracić wyruszając w tą cholernie długą wędrówkę. Nie wiesz co Cie może czekać tuż za rogiem a co dopiero kiedy znajdziesz się w miejscach, których kompletnie nie znasz. - To dziwne ale zniżył ton a to raczej rzadkość u niego.
- Przemyślałem to dobrze, dziś wyruszam i nic ani nikt tego nie zmieni. Musisz się z tym pogodzić a może dojdziemy wtedy do jakiegoś porozumienia. - Głos już nic nie powiedział a ja położyłem się i myślałem co rzeczywiście mogę stracić. Zanim zasnąłem utwierdziłem się w przekonaniu, że nie wybaczyłbym sobie gdybym nie spróbował.
Jest czternasta, pierwszy dzień wiosny, ciepłe promienie słoneczne grzeją przyjemnie i w końcu robię się senny.
czwartek, 8 stycznia 2015
Apokalipsa we dwoje 6.
Czasami trzeba iść dalej żeby znaleźć to czego
się szuka. Gdybym zadowoliła się pozostałościami sprzętu turystycznego,
który został w sklepie musiałabym wrócić do domu z niemal pustymi
rękoma. Prawie każdy sklep posiada magazyn, ten też
taki ma i widać, że ludzie robiący tutaj „zakupy” a’la koniec świata
brali to co było na półkach i wieszakach i to w dużym pośpiechu.
Pomieszczenie magazynowe jest o połowę mniejsze od sklepu i zostało
podzielone na działy. Na pólkach widać braki ale asortymentu
jest tutaj o wiele więcej niż w części głównej. Całe szczęście, że tej
nocy niebo jest bezchmurne i księżyc daje wystarczająco dużo światła
wpadając przez okna na dachu. Śpiwory wiszą na samym początku, do wyboru
do koloru nawet dziecięce. Jedną pozycje z
listy mogę odhaczyć teraz ta nieszczęsna kurtka, w przeszłości raczej
mało spotykane były dziewczęce kurtki w ciemnych kolorach, tak jak
myślałam tu jest podobnie same różowe, czerwone, żółte i białe. Jest!
Może najpiękniejsza nie jest ale rozmiar powinien
się zgadzać, wygląda na ciepłą. Druga pozycja z listy ląduje w plecaku.
Rozglądając się po magazynie zauważyłam pudła,
na których widniały trzy litery MRE, zrywam taśmę klejącą i zaglądam do
środka. Nigdy nie lubiłam chodzenia po sklepach, wolałam iść po
konkretną, wcześniej upatrzoną rzecz, zorientowałam
się co jest w środku kartonów i poczułam się jakbym dostała najbardziej
upragniony prezent pod choinkę, Mniejsze paczki, które znajdowały się w
środku okazały się militarnymi racjami żywności. Jest ich zdecydowanie
za dużo żeby zabrać wszystkie ale upcham
w plecaku jak najwięcej. Mam z głowy wyprawę po jedzenie. Niestety
żadnej broni tu nie ma, może innym razem poszczęści mi się bardziej.
Popatrzyłam pobieżnie czy
nie ma czegoś co mogłoby się nam przydać i kiedy odwróciłam się do
wyjścia usłyszałam wyraźne odgłosy biegu na zewnątrz. Przy takiej ciszy
jaka obecnie panuje każdy dźwięk słychać z dużo większej
odległości. Skoczyłam za najbliższą półkę i patrzyłam na wejście z
sercem walącym mi tak szybko jak nigdy wcześniej. Z każdą sekundą dźwięk
był wyraźniejszy i jego źródło zbliżało się z dużą prędkością. Postać
przebiegła tak szybko, że nie zdążyłam się jej
dobrze przyjrzeć noc nie pomagała. To mój pierwszy kontakt z
człowiekiem od… no właśnie od kiedy? – Pytam sama siebie, tracę pomału
rachubę czasu. Staram sobie przypomnieć jaki jest dzień tygodnia ale nie
mogę, to dziwne, że właśnie przed moim nosem biegło
potencjalne zagorzenie a ja zastanawiam się czy dziś poniedziałek czy
noże czwartek. Mam jeszcze czas do świtu więc usiądę na chwilę i
przeczekam aby ten kto tak szybko biegł oddalił się. Oby tylko on przed
kimś lub przed czymś nie uciekał bo to oznacza, że
jeszcze może mi dziś serce bić szybciej.
Dwadzieścia minut wystarczy, skocze szybko obok po jakaś lakę i będę jak najszybciej przemieszczać się w stronę domu. Tak jak przypuszczałam, w sklepie z zabawkami był nieporządek ale wyglądało na to, że większość asortymentu było ciągle na miejscu. Potruchtałam do alejki z lalkami Barbie, wybór oczywiście był bardzo duży zarówno na półkach jak i wśród leżących na ziemi pudełek. Nie mając zbyt dużo czasu złapałam dwa przypadkowe, w mroku i tak nie różniły się zbytnio więc zapakowałam do plecaka jedno pudełko, w którym znajdowała się lalka z długimi ciemnymi włosami. Wracając do wyjścia zauważyłam stojak z dodatkami, zabrałam dwa, schowałam, założyłam plecak i ruszyłam do wyjścia. Przy samych drzwiach leżał przewrócony kosz z którego wysypały się pluszaki, w oczy rzuciło mi się słoneczko. Podniosłam je i nie oglądając włożyłam pod kurtkę, zapięłam zamek i przystanęłam przy wyjściu nasłuchując i rozglądając się po ulicy. Czas ruszać pomyślałam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu.
Jeszcze nigdy w takim tempie nie pokonałam tej trasy, pod koniec ciężko było mi już łapać powietrze. Całą drogę znów się rozglądałam i przystawałam na chwilę słuchając czy coś się nie kryję w najbliższym otoczeniu. Zaczynało świtać kiedy zamykałam za sobą drzwi od domu. Poszłam do góry, Matylda spała a ja zbyt zmęczona na rozpakowywanie całego plecaka wyciągnęłam tylko lalkę, rozpakowałam ją i położyłam obok dziewczynki. Przebrałam się szybko, kładąc się pocałowałam małą w czoło i powiedziałam:
- Cześć Piękna, już jestem.
wtorek, 6 stycznia 2015
Apokalipsa we dwoje 5.
- Wiesz, czasami się zastanawiam co by było gdyby jednak Putin nie zwariował. - Głos wybrał jak zawsze najbardziej ulubioną porę na swoje rozmyślania.
- Proszę Cię, rozmyślaj sobie o tym po cichu i daj mi spać. - Jestem jeszcze na tyle spokojny, że nie unoszę tonu.
- Ciebie też to ciekawi. Przyznaj się, na pewno chciałbyś to wiedzieć. - Nie daje za wygraną. Wiem, że muszę się wysypiać ale i tak za każdym razem gdy się kładę on wymyśla nowe tematy, którymi mógłby mnie zamęczać.
- Daj już sobie spokój, musisz to robić? Nie mam ochoty wdawać się z Tobą w dyskusje, chce zasnąć. Ty nie musisz odpoczywać, możesz nadawać dzień i noc. Zaszyj się gdzieś głęboko w mojej głowie i tam sobie rozmyślaj o czym chcesz żebym Cie nie słyszał. - Już jestem lekko poirytowany a znając głos to pewnie dalej będzie ciągnął swoje wywody.
- Zawsze jesteś taki oporny na rozmowy na poważne tematy. Ja chcę Ci trochę urozmaicić te szare dni a Ty swoje. - Tak, taktyka na biedny głos w głowie, który nie ma przyjaciół to jego ulubiona.
- Rozmawiamy przecież jak nie śpię lub nie staram się zasnąć. Chciałbyś pewnie żebym poświęcał Ci cały swój czas, najlepiej pewnie by było jakbym nie wyruszył w planowaną podróż? - Pytam, zamykam oczy i staram się już go nie słuchać.
- Obaj dobrze wiemy, że jeżeli ją spotkasz to ja Ci już nie będę potrzebny, przecież jestem tylko Twoim mechanizmem obronnym na zbyt długa samotność. Twój umysł mnie stworzył więc do niego mniej pretensje nie do mnie. - Czuję, że zaraz się obrazi i będzie milczał aż znów będzie chciał mi podokuczać.
- Czasami mam wątpliwości jakobym mógł stworzyć coś tak irytującego jak Ty, tak wygadanego i pewnego siebie. Może ja mam w mózgu jakiegoś pasożyta, który właśnie wgryza się w jego część odpowiedzialną za takie rzeczy i tworzy Ciebie. - Głos, tak jak myślałem już się nie odezwał a ja w spokoju mogłem starać się zasnąć.
Stoję na nieznanej mi ulicy otoczony kamienicami. Wiatr z powybijanych okien stara się wyrwać postrzępione firanki. to dziwne ale wszystkie ulicę na których bylem walało się pełno śmieci, stały samochody zdemolowane w większym lub mniejszym stopniu, tu było jednak inaczej. Nie widziałem żeby cokolwiek leżało na ziemi, nie było czuć charakterystycznego zapachu, który jest teraz nieodłącznym elementem krajobrazu. Idę przed siebie chociaż nie wiem gdzie jestem ani w jakie miejsce miałbym się udać, mam jedynie wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Rozglądam się po najbliższych budynkach ale nie dostrzegam żadnego ruchu. Skręcam w prawo i na końcu długiej ulicy widzę postać małej dziewczynki odwróconej do mnie plecami. Mimo tej scenerii nie czuję się zaniepokojony spokojnym krokiem podchodzę do małej i mówię, przyjaźnie:
- Cześć.
- Cześć, zobacz jaką mam piękną nową lalkę. Pomożesz mi wybrać dla niej imię? - Dziwne, że mówi do mnie jakby mnie znała. W wyciągniętych rączkach pokazuję mi zupełnie nową lalkę Barbie, która nie pasuję do zabrudzonego stroju dziewczynki.
- Rzeczywiście, ładna lala. Co powiesz na imię Ola? Wydaje mi się, że to dobre imię. - Nic innego nie przychodziło mi do głowy.
- Nie podoba mi się. Oznajmia z typowym dla dziecka niezadowoleniem, które często można było zobaczyć okazywane w stosunku do dorosłych.
- Słaby jestem w wymyślaniu imion. Co powiesz na Stella? - Już nic więcej nie wymyślę. Teraz mógłby odezwać się wszystkowiedzący Głos.
- To bardzo ładne imię niech zostanie. Muszę już iść bo ciocia będzie się niepokoić a mamy niedługo iść na spacer. - Szybko zmienił się jej wyraz twarzy, na którym zagościł teraz szeroki uśmiech. Odwróciła się na podskakując zniknęła w najbliższych drzwiach.
- Jednak sobie poradziłeś. Nieźle, zważywszy na fakt, że to sen. - Beznamiętnie oznajmił Głos. Przebudziłem się, przewróciłem się na drugi bok i znów usnąłem.
- Proszę Cię, rozmyślaj sobie o tym po cichu i daj mi spać. - Jestem jeszcze na tyle spokojny, że nie unoszę tonu.
- Ciebie też to ciekawi. Przyznaj się, na pewno chciałbyś to wiedzieć. - Nie daje za wygraną. Wiem, że muszę się wysypiać ale i tak za każdym razem gdy się kładę on wymyśla nowe tematy, którymi mógłby mnie zamęczać.
- Daj już sobie spokój, musisz to robić? Nie mam ochoty wdawać się z Tobą w dyskusje, chce zasnąć. Ty nie musisz odpoczywać, możesz nadawać dzień i noc. Zaszyj się gdzieś głęboko w mojej głowie i tam sobie rozmyślaj o czym chcesz żebym Cie nie słyszał. - Już jestem lekko poirytowany a znając głos to pewnie dalej będzie ciągnął swoje wywody.
- Zawsze jesteś taki oporny na rozmowy na poważne tematy. Ja chcę Ci trochę urozmaicić te szare dni a Ty swoje. - Tak, taktyka na biedny głos w głowie, który nie ma przyjaciół to jego ulubiona.
- Rozmawiamy przecież jak nie śpię lub nie staram się zasnąć. Chciałbyś pewnie żebym poświęcał Ci cały swój czas, najlepiej pewnie by było jakbym nie wyruszył w planowaną podróż? - Pytam, zamykam oczy i staram się już go nie słuchać.
- Obaj dobrze wiemy, że jeżeli ją spotkasz to ja Ci już nie będę potrzebny, przecież jestem tylko Twoim mechanizmem obronnym na zbyt długa samotność. Twój umysł mnie stworzył więc do niego mniej pretensje nie do mnie. - Czuję, że zaraz się obrazi i będzie milczał aż znów będzie chciał mi podokuczać.
- Czasami mam wątpliwości jakobym mógł stworzyć coś tak irytującego jak Ty, tak wygadanego i pewnego siebie. Może ja mam w mózgu jakiegoś pasożyta, który właśnie wgryza się w jego część odpowiedzialną za takie rzeczy i tworzy Ciebie. - Głos, tak jak myślałem już się nie odezwał a ja w spokoju mogłem starać się zasnąć.
Stoję na nieznanej mi ulicy otoczony kamienicami. Wiatr z powybijanych okien stara się wyrwać postrzępione firanki. to dziwne ale wszystkie ulicę na których bylem walało się pełno śmieci, stały samochody zdemolowane w większym lub mniejszym stopniu, tu było jednak inaczej. Nie widziałem żeby cokolwiek leżało na ziemi, nie było czuć charakterystycznego zapachu, który jest teraz nieodłącznym elementem krajobrazu. Idę przed siebie chociaż nie wiem gdzie jestem ani w jakie miejsce miałbym się udać, mam jedynie wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Rozglądam się po najbliższych budynkach ale nie dostrzegam żadnego ruchu. Skręcam w prawo i na końcu długiej ulicy widzę postać małej dziewczynki odwróconej do mnie plecami. Mimo tej scenerii nie czuję się zaniepokojony spokojnym krokiem podchodzę do małej i mówię, przyjaźnie:
- Cześć.
- Cześć, zobacz jaką mam piękną nową lalkę. Pomożesz mi wybrać dla niej imię? - Dziwne, że mówi do mnie jakby mnie znała. W wyciągniętych rączkach pokazuję mi zupełnie nową lalkę Barbie, która nie pasuję do zabrudzonego stroju dziewczynki.
- Rzeczywiście, ładna lala. Co powiesz na imię Ola? Wydaje mi się, że to dobre imię. - Nic innego nie przychodziło mi do głowy.
- Nie podoba mi się. Oznajmia z typowym dla dziecka niezadowoleniem, które często można było zobaczyć okazywane w stosunku do dorosłych.
- Słaby jestem w wymyślaniu imion. Co powiesz na Stella? - Już nic więcej nie wymyślę. Teraz mógłby odezwać się wszystkowiedzący Głos.
- To bardzo ładne imię niech zostanie. Muszę już iść bo ciocia będzie się niepokoić a mamy niedługo iść na spacer. - Szybko zmienił się jej wyraz twarzy, na którym zagościł teraz szeroki uśmiech. Odwróciła się na podskakując zniknęła w najbliższych drzwiach.
- Jednak sobie poradziłeś. Nieźle, zważywszy na fakt, że to sen. - Beznamiętnie oznajmił Głos. Przebudziłem się, przewróciłem się na drugi bok i znów usnąłem.
niedziela, 4 stycznia 2015
Apokalipsa we dwoje 4.
- Wychodzisz? - Słyszę za swoimi plecami cichy głos Matyldy.
- Tak, muszę zdobyć kilka rzeczy. Niedługo wyruszamy a brakuję nam jeszcze sporo rzeczy. - Zawiązałam buty, jeszcze kurtka i będę gotowa. - Wiem, że nie lubisz zostawać sama ale pamiętasz nasze ustalenia?
- Tak, mam siedzieć w pokoju i czekać na Twój powrót. Czego będziesz szukać? - Pyta, siadając obok mnie na łóżku.
- Potrzebujemy nowych śpiworów, więcej żywności, Tobie przyda się nowa kurtka przeciwdeszczowa i chciałabym znaleźć jakąś broń. - Nawet na nią nie patrze chociaż wiem, że ona wpatruję się we mnie cały czas. Nie lubię zostawiać jej samej, ciągle mam czarne myśli, że coś się jej może stać ale staram się walczyć z tym myśląc, że to mądra dziewczynka i nie zrobi nic głupiego. Muszę się skupić na dzisiejszym zadaniu, przed całym zamieszaniem wszystko było łatwo dostępne i wystarczyło pójść do odpowiedniego sklepu, wybrać co nam się podobało i zapłacić przy kasie. Teraz nie mam pojęcia co i gdzie mogę znaleźć, ludzie dostawali szału i kupowali niemal wszystko w pierwszych dniach upadku, później doszły również kradzieże i zdobywanie tego co było komuś potrzebne. Mimo, że mam za sobą już kilka eskapad to zawsze boję się, że nie będę mogła wrócić do Matyldy i dotrzeć do tego miejsca, w którym będzie On.
- Postaram się wrócić jak najszybciej, obym znalazła wszystko. - Pocałowałam dziewczynkę w czoło i wyszłam.
Jest cieplej niż mogło by się wydawać, jest prawie koniec marca a temperatura mimo godziny drugiej w nocy jest na pewno powyżej dziesięciu stopni. Do centrum zawszę wybieram taką samą trasę, latarnie od dawna nie świecą więc spokojnie mogę iść małymi podmiejskimi uliczkami. Słyszę tylko swoje kroki i przyśpieszony oddech. Muszę narzucić spore tempo jak chce się wyrobić przed świtem. Prawie półtorej godziny zajmuję mi dojście do centrum, oby półgodziny góra godzina zajęły mi poszukiwania wszystkiego co chcę znaleźć bo powrót bez pomocnego mroku może być trudna. Nie wiem czy ktoś w ogóle został w tej okolicy ale jeżeli nam się udało to jestem przekonana, że komuś innemu też. Niektórzy widząc mnie mogli by pomyśleć, że idzie paranoiczka, która rozgląda się na wszystkie strony, pewnie by tak było kiedyś ale teraz to ja bym wolała żeby nikt mnie nie widział. Może to tylko przewrażliwienie po wszystkich filmach post-apokaliptycznych jakie kiedyś widziałam i ludzie w takiej sytuacji jaką mamy obecnie będą zachowywać się przyjaźnie. Jednak wolę się o tym nie przekonywać. Chcę jedynie zdobyć co trzeba i wrócić do Matyldy.
Czasami zdaję mi się, że widzę światła w oknach, niekiedy odblask telewizora lub postać przyglądającą się mi. W takich chwilach biegnę aż nie uznam, że mogę zwolnić i po prostu iść. Spotkanie kogokolwiek było by chyba żywcem wyjęte z horroru, nie oglądałam ich kiedyś i nie zamierzam sprawdzać na własnej skórze jak będę się czuć w takiej sytuacji. Muszę oczyścić umysł i skupić się na celu jaki mam obrany. To daje mi siły aby pokonywać kolejne metry to oraz myśl, że w domu czeka na mnie Matylda. Choćbym nie wiem co nie dopuszczę do sytuacji, w której musiałaby zostać całkiem sama, nie chcę się nawet zastanawiać czy dałaby radę przeżyć. I tak mam wyrzuty sumienia, że chce ją ciągnąć w tak długa podróż.
Jeszcze kilka minut i będę w centrum. Zapomniałam całkowicie gdzie jest sklep ze sprzętem turystycznym a niby byłam tak dobrze przygotowana, znajdę go a obawiam się bardziej czy znajdę w nim to po co idę. Wiem już, był koło sklepu zabawkowego, jak starczy mi czasu może znajdę coś dla małej na poprawę humoru. Dodam do listy ale najpierw muszę zdobyć rzeczy niezbędne, później przyjdzie czas na przyjemniejsze poszukiwania. Dobrze, że to nie święta bo bym pewnie długo szukała czegoś co mogło by się jej spodobać. Po cichu czas zacząć "zakupy".
- Tak, muszę zdobyć kilka rzeczy. Niedługo wyruszamy a brakuję nam jeszcze sporo rzeczy. - Zawiązałam buty, jeszcze kurtka i będę gotowa. - Wiem, że nie lubisz zostawać sama ale pamiętasz nasze ustalenia?
- Tak, mam siedzieć w pokoju i czekać na Twój powrót. Czego będziesz szukać? - Pyta, siadając obok mnie na łóżku.
- Potrzebujemy nowych śpiworów, więcej żywności, Tobie przyda się nowa kurtka przeciwdeszczowa i chciałabym znaleźć jakąś broń. - Nawet na nią nie patrze chociaż wiem, że ona wpatruję się we mnie cały czas. Nie lubię zostawiać jej samej, ciągle mam czarne myśli, że coś się jej może stać ale staram się walczyć z tym myśląc, że to mądra dziewczynka i nie zrobi nic głupiego. Muszę się skupić na dzisiejszym zadaniu, przed całym zamieszaniem wszystko było łatwo dostępne i wystarczyło pójść do odpowiedniego sklepu, wybrać co nam się podobało i zapłacić przy kasie. Teraz nie mam pojęcia co i gdzie mogę znaleźć, ludzie dostawali szału i kupowali niemal wszystko w pierwszych dniach upadku, później doszły również kradzieże i zdobywanie tego co było komuś potrzebne. Mimo, że mam za sobą już kilka eskapad to zawsze boję się, że nie będę mogła wrócić do Matyldy i dotrzeć do tego miejsca, w którym będzie On.
- Postaram się wrócić jak najszybciej, obym znalazła wszystko. - Pocałowałam dziewczynkę w czoło i wyszłam.
Jest cieplej niż mogło by się wydawać, jest prawie koniec marca a temperatura mimo godziny drugiej w nocy jest na pewno powyżej dziesięciu stopni. Do centrum zawszę wybieram taką samą trasę, latarnie od dawna nie świecą więc spokojnie mogę iść małymi podmiejskimi uliczkami. Słyszę tylko swoje kroki i przyśpieszony oddech. Muszę narzucić spore tempo jak chce się wyrobić przed świtem. Prawie półtorej godziny zajmuję mi dojście do centrum, oby półgodziny góra godzina zajęły mi poszukiwania wszystkiego co chcę znaleźć bo powrót bez pomocnego mroku może być trudna. Nie wiem czy ktoś w ogóle został w tej okolicy ale jeżeli nam się udało to jestem przekonana, że komuś innemu też. Niektórzy widząc mnie mogli by pomyśleć, że idzie paranoiczka, która rozgląda się na wszystkie strony, pewnie by tak było kiedyś ale teraz to ja bym wolała żeby nikt mnie nie widział. Może to tylko przewrażliwienie po wszystkich filmach post-apokaliptycznych jakie kiedyś widziałam i ludzie w takiej sytuacji jaką mamy obecnie będą zachowywać się przyjaźnie. Jednak wolę się o tym nie przekonywać. Chcę jedynie zdobyć co trzeba i wrócić do Matyldy.
Czasami zdaję mi się, że widzę światła w oknach, niekiedy odblask telewizora lub postać przyglądającą się mi. W takich chwilach biegnę aż nie uznam, że mogę zwolnić i po prostu iść. Spotkanie kogokolwiek było by chyba żywcem wyjęte z horroru, nie oglądałam ich kiedyś i nie zamierzam sprawdzać na własnej skórze jak będę się czuć w takiej sytuacji. Muszę oczyścić umysł i skupić się na celu jaki mam obrany. To daje mi siły aby pokonywać kolejne metry to oraz myśl, że w domu czeka na mnie Matylda. Choćbym nie wiem co nie dopuszczę do sytuacji, w której musiałaby zostać całkiem sama, nie chcę się nawet zastanawiać czy dałaby radę przeżyć. I tak mam wyrzuty sumienia, że chce ją ciągnąć w tak długa podróż.
Jeszcze kilka minut i będę w centrum. Zapomniałam całkowicie gdzie jest sklep ze sprzętem turystycznym a niby byłam tak dobrze przygotowana, znajdę go a obawiam się bardziej czy znajdę w nim to po co idę. Wiem już, był koło sklepu zabawkowego, jak starczy mi czasu może znajdę coś dla małej na poprawę humoru. Dodam do listy ale najpierw muszę zdobyć rzeczy niezbędne, później przyjdzie czas na przyjemniejsze poszukiwania. Dobrze, że to nie święta bo bym pewnie długo szukała czegoś co mogło by się jej spodobać. Po cichu czas zacząć "zakupy".
piątek, 2 stycznia 2015
Apokalipsa we dwoje 3.
Plan, muszę mieć dobry plan. Patrząc na to jak daleka i ciężka droga mnie czeka, muszę dobrze rozlokować miejsca na spanie i ewentualne dłuższe postoje. Alternatywy dla miejsc, które wybiorę a jednak nie będą nadawały się do tego aby się tam zatrzymać.
- Pamiętaj, że czeka Cię jeszcze jedna wyprawa tu na miejscu. - Milczący jak dotąd głos w głowie musiał przypomnieć mi o tym co muszę jeszcze zrobić, oraz że jego milczenie było tylko chwilowe.
- Dobrze o tym wiem. - Odpowiedziałem, chociaż dobrze wiedziałem, że on mi o tym przypomniał.
Zakładając, że będę mógł przejść około trzydziestu może czterdziestu kilometrów dziennie to trasa zajmie mi około dwóch miesięcy.
- Wóz albo przewóz. - Skwitował krótko głos.
Ignoruje go w takich chwilach żeby móc się skupić na tym co ważne, to nie czas na dyskusje z głosem w własnej głowie, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy. Z jednej strony chce omijać duże miasta bo tam zawsze może być niebezpieczniej niż w małych miasteczkach czy zabitych dechami wioskach, problemem są zapasy, których nie zabiorę ze sobą na dwa miesiące. W miastach chyba mimo wszystko będzie większe prawdopodobieństwo, że coś znajdę. Na początek muszę dostać się w okolice autostrady A1, okolice raczej wyludnione więc powinno być dobrze. Grudziądz, Toruń, Inowrocław, Gniezno i Poznań, to na początek musi mi wystarczyć. Jeżeli nie będzie żadnych komplikacji to w góra dwanaście dni powinienem tam dotrzeć.
- Bierzesz wszystkie czynniki negatywne pod uwagę? - Jak zwykle, głos pyta z niekrytą radością jakby zagiął mnie czymś o czym pewnie nie pomyślałem.
- Oczywiście, pogoda, zmęczenie, odciski i o wszelakich innych powodach opóźnienia mojego marszu pomyślałem. - Odparłem wiedząc, że tym razem mnie nie zagnie. Dodałem tylko. - Innych ludzi nie biorę pod uwagę. Takich rzeczy przewidzieć nie mogę.
- Co ja słyszę, od kiedy Ty tak wszystko planujesz? - Głos zapytał, dobrze wie, że rzadko kiedy planuję cokolwiek nauczony tym, że plany bardzo często mi nie wypalały.
- Doskonale wiesz, że czeka mnie a raczej nas długa droga i tak na żywioł iść to raczej nie wypali. Jeżeli martwisz się, że zgubie drogę to bądź spokojny, wiem jak ją czytać. Czemu Ty ciągle we mnie wątpisz? - Mam go już czasami dość.
- Bo znam Ciebie równie dobrze jak Ty sam. - Odpowiedział bez namysłu, po czym dodał. - Albo nawet i lepiej.
- No tak, w końcu siedzisz w mojej głowie i możesz wędrować po jej zakamarkach, nawet takich których albo się boje albo nie chcę wiedzieć co w nich siedzi. Obyś był taki wyszczekany jak będzie mi potrzebna prawdziwa pomoc. - Muszę go ignorować, nie ruszyłem nic dalej z planem a jeszcze chcę podzielić całość na odcinki, które miałbym pokonywać danego dnia.
- Ty wiesz, że ja wiem co myślisz i Twoje ignorowanie mnie nic Ci nie da. Mogę tu krzyczeć, śpiewać, robić pompki cokolwiek a Ty i tak będziesz skazany na to wszystko co robię. Nie mądrz się tak i skup się na tym co ważne a nie wdajesz się w dyskusje z głosem w głowie. Zdaję sobie sprawę z tego, że jak Ciebie nie będzie to mnie też, więc mimo wszystko chce dotrzeć tam gdzie Ty. - Nie wiedziałem co mu odpowiedzieć więc milczałem i zająłem się dalszym planowaniem.
To cięższe niż myślałem, niby na lekcjach geografii przerabiałem tematy o mapach, ale wyznaczanie odcinków po około trzydzieści kilometrów sprawiło mi więcej trudności niż mogłem sobie tego spodziewać. Nie zwróciłem uwagi, że to już czternasta, muszę się położyć, muszę być wypoczęty na nocne "zakupy".
- Pamiętaj, że czeka Cię jeszcze jedna wyprawa tu na miejscu. - Milczący jak dotąd głos w głowie musiał przypomnieć mi o tym co muszę jeszcze zrobić, oraz że jego milczenie było tylko chwilowe.
- Dobrze o tym wiem. - Odpowiedziałem, chociaż dobrze wiedziałem, że on mi o tym przypomniał.
Zakładając, że będę mógł przejść około trzydziestu może czterdziestu kilometrów dziennie to trasa zajmie mi około dwóch miesięcy.
- Wóz albo przewóz. - Skwitował krótko głos.
Ignoruje go w takich chwilach żeby móc się skupić na tym co ważne, to nie czas na dyskusje z głosem w własnej głowie, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy. Z jednej strony chce omijać duże miasta bo tam zawsze może być niebezpieczniej niż w małych miasteczkach czy zabitych dechami wioskach, problemem są zapasy, których nie zabiorę ze sobą na dwa miesiące. W miastach chyba mimo wszystko będzie większe prawdopodobieństwo, że coś znajdę. Na początek muszę dostać się w okolice autostrady A1, okolice raczej wyludnione więc powinno być dobrze. Grudziądz, Toruń, Inowrocław, Gniezno i Poznań, to na początek musi mi wystarczyć. Jeżeli nie będzie żadnych komplikacji to w góra dwanaście dni powinienem tam dotrzeć.
- Bierzesz wszystkie czynniki negatywne pod uwagę? - Jak zwykle, głos pyta z niekrytą radością jakby zagiął mnie czymś o czym pewnie nie pomyślałem.
- Oczywiście, pogoda, zmęczenie, odciski i o wszelakich innych powodach opóźnienia mojego marszu pomyślałem. - Odparłem wiedząc, że tym razem mnie nie zagnie. Dodałem tylko. - Innych ludzi nie biorę pod uwagę. Takich rzeczy przewidzieć nie mogę.
- Co ja słyszę, od kiedy Ty tak wszystko planujesz? - Głos zapytał, dobrze wie, że rzadko kiedy planuję cokolwiek nauczony tym, że plany bardzo często mi nie wypalały.
- Doskonale wiesz, że czeka mnie a raczej nas długa droga i tak na żywioł iść to raczej nie wypali. Jeżeli martwisz się, że zgubie drogę to bądź spokojny, wiem jak ją czytać. Czemu Ty ciągle we mnie wątpisz? - Mam go już czasami dość.
- Bo znam Ciebie równie dobrze jak Ty sam. - Odpowiedział bez namysłu, po czym dodał. - Albo nawet i lepiej.
- No tak, w końcu siedzisz w mojej głowie i możesz wędrować po jej zakamarkach, nawet takich których albo się boje albo nie chcę wiedzieć co w nich siedzi. Obyś był taki wyszczekany jak będzie mi potrzebna prawdziwa pomoc. - Muszę go ignorować, nie ruszyłem nic dalej z planem a jeszcze chcę podzielić całość na odcinki, które miałbym pokonywać danego dnia.
- Ty wiesz, że ja wiem co myślisz i Twoje ignorowanie mnie nic Ci nie da. Mogę tu krzyczeć, śpiewać, robić pompki cokolwiek a Ty i tak będziesz skazany na to wszystko co robię. Nie mądrz się tak i skup się na tym co ważne a nie wdajesz się w dyskusje z głosem w głowie. Zdaję sobie sprawę z tego, że jak Ciebie nie będzie to mnie też, więc mimo wszystko chce dotrzeć tam gdzie Ty. - Nie wiedziałem co mu odpowiedzieć więc milczałem i zająłem się dalszym planowaniem.
To cięższe niż myślałem, niby na lekcjach geografii przerabiałem tematy o mapach, ale wyznaczanie odcinków po około trzydzieści kilometrów sprawiło mi więcej trudności niż mogłem sobie tego spodziewać. Nie zwróciłem uwagi, że to już czternasta, muszę się położyć, muszę być wypoczęty na nocne "zakupy".
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)