"Mapy", ledwo dostrzegłem ten napis w ciemnej księgarni. Wszędzie walały się książki, a część regałów leżała lub opierała się o inne pod różnym kątem. - Oby były tam te, które są mi potrzebne. - pomyślałem przechodzą na czworakach pod jednym z regałów. W półmroku ledwo widzę co jest na okładkach mimo, że moje oczy już przyzwyczaiły się do ciemności.
- Może jednak skorzystam z latarki? - powiedziałem szeptem.
- A co jak ktoś Cię zobaczy? - Zapytał mnie głos w głowie.
- A kto w zaistniałych okolicznościach zagląda do księgarni? Myślisz, że Oni znajdą tu książkę "1001 potraw ze szczura" Jamiego Oliviera? - zapytałem ale głos zamilkł. Wyciągnąłem latarkę z bocznej kieszeni moich bojówek. Światło było słabe ale mogłem przynajmniej dostrzec nazwy miast, regionów i państw na grzbietach książek równo ustawionych na trzech półkach.
- Niemcy, Francja, Niemcy, Francja, Niemcy, Francja... - powtarzam jak mantrę. - Nie... - niemal krzyknąłem z radości widząc wyraźny napis, który uśmiecha się do mnie na środkowej półce. Sięgam po nią i stwierdzam, że nie jest aż taka ciężka jakby mogło się wydawać po rozmiarze. Pakuję ją do wojskowego plecaka, który znalazłem kilka dni temu przy jednej z drogowych barykad, postawionej w centrum miasta. - Jeszcze jedna. - myślę wracając do przeglądania półek. Zaczynam się irytować bo nie widzę jej. Zrzucam książki na ziemie licząc, że za nimi są jakieś kolejne. Ale nie ma nic więcej. Narobiłem przy tym na tyle dużo hałasu, że głos w mojej głowie znów powrócił.
- Przestań, nie ma tu jej. Chyba nie chcesz żeby ktoś Cię usłyszał? - Głos skarcił mnie i zapytał.
- Nie chce... - Odpowiedziałem lekko przygaszony.
- Ciesz się z tego co masz, może po drodze znajdziesz drugi atlas. - pociesza mnie głos.
- Może... - odpowiedziałem lekko zrezygnowany połowicznym sukcesem. Ale mam chociaż jedną książkę a mogłem wyjść stąd z pustymi rękoma.
Wyłączyłem latarkę i prawie czołgając przedostałem się do drzwi wejściowych księgarni, no raczej do miejsca, w których kiedyś się one znajdowały. Wyjrzałem na ulicę i rozglądając się w każdą stronę przyglądałem się najdokładniej jak mogłem oraz nasłuchiwałem tego co może kryć się w mroku. Brak jakiegokolwiek ruchu i dźwięku mówił mi, że można wyjść i ruszyć w drogę powrotną do "domu". Pomimo faktu, że od ponad trzech miesięcy nie spotkałem nikogo żywego, to nadal chodzę najciszej jak się da. Dwa razy widziałem migoczące światło świec w oknach ale po tym jak ostatnia osoba, którą spotkałem chciała mi rozwalić głowę łomem wolałem nie sprawdzać i nie szukać na siłę nowych znajomości. Fakt, że rozmawiał z Głosem w mojej głowie dodatkowo hamuję moje zapędy społeczne. Lekarze pewnie stwierdzili by jakąś chorobę psychiczną ale nie ma już psychiatrów i według mojej diagnozy głos jest jedynie mechanizmem obronnym przed całkowitym odejściu od zmysłów.
Celowo wybieram zawszę drogę przez miejsca niegdyś mniej zaludnione. W tak dużym mieście nie jest to proste ale póki co udawało mi się znajdować takie ścieżki, które wydawały mi się bezpieczne. Staram się nie przyjmować do wiadomości faktu, że zostałem tu całkowicie sam. Nie uwierzę w to, że osoby, które postanowiły zostać umarły albo jednak uciekły myśląc, że gdzieś jednak jest jakaś przystań dla uchodźców.
Podróż, do której się szykuję nie jest ucieczką, uciekać stąd to ja chciałem zanim piekło zapukało do bram miasta, teraz to ja chcę dotrzeć tam gdzie czas się zatrzymał, tam gdzie widziałem ją po raz pierwszy. Ustaliliśmy jakiś czas temu, tak dla żartów, że jak będziemy się kiedyś musieli odszukać to znajdziemy się właśnie tam. Muszę się jednak dobrze do mojej eskapady dobrze przygotować bo nie wiem co mnie może czekać i ile czasu droga mi może zająć. Muszę dobrze dobrać trasę, zebrać jakiś prowiant, zapas wody. Kiedyś pierwszy kwietnia był dniem żartów i dowcipów dla mnie to start najdłuższej wędrówki w moim życiu. Czas ucieka, a kto wie czy już nie uciekł całkowicie i na końcu podróży będzie czekać mnie jedynie pustka. Mimo negatywnych myśli chcę na końcu swojego życia powiedzieć sobie "Przynajmniej próbowałeś".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz